Niewola niemocy

Felieton [Walka o dusze]

Zgorszenie grzechem ludzi Kościoła nie jest powodem, by z niego odchodzić. Zgorszenie cudzym grzechem jest spowodowane jedynie hipokryzją albo nieznajomością siebie. A do tego wewnątrz Kościoła, choć nie brakuje tam grzeszników (czasem wielkich i do tego przykrywających swój grzech teologiczną nowomową), są też święci, ludzie, którzy pokazują, że każde życie ma ogromny, bo eschatologiczny sens. Takim było życie św. Rafaela Arnaiz Baron. Ten pochodzący z bogatej, katolickiej i zaangażowanej w politykę rodziny hiszpańskiej mężczyzna zmarł na cukrzycę w klasztorze trapistów w wieku 27 lat. Po ludzku nic mu się nie udało. Umierał w klasztorze, ale trapistą w sensie ścisłym nie był, bo choć dwa razy próbował zostać zakonnikiem, to dwukrotnie też z powodu stanu zdrowia odchodził, a za trzecim razem został tylko oblatem. Nie udało mu się przyjąć święceń, nie zostawił po sobie wielkich dzieł, a jednak jego życie, jego zapiski są czymś, co uświadamia, że warto być w Kościele,
     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze