4 czerwca

Dzień ten rządowa koalicja PO-PSL, razem z prezydentem Komorowskim, kazała nam obchodzić jako najważniejsze polskie święto. A w jaki sposób Rzeczpospolita po 1989 roku się odrodziła, można było zobaczyć równo rok temu w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku, gdzie wedle pomysłu Władysława Frasyniuka słowa „We free people!” skandował… Aleksander Kwaśniewski.

Nawrócony na Okrągły Stół Bronisław Komorowski przemawiał: „Wybory 4 czerwca i powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego to była mądrość, która doprowadziła do gigantycznej reformy kraju”. Były prezydent „zapomniał”, że w ramach tej „mądrości” komuniści – za zgodą Solidarności – zmienili w trakcie głosowania ordynację wyborczą, aby móc z listy krajowej dostać się do kontraktowego Sejmu. „Zapomniał” też, że prezydentem wkrótce został twórca stanu wojennego: towarzysz Wojciech Jaruzelski. To już nie tylko mądrość, lecz czystej wody mądrość etapu. Zabłysnęła też Małgorzata Niezabitowska, rzeczniczka powstałego po czerwcowych wyborach rządu: „Tadeusz Mazowiecki nie mówił o żadnej grubej kresce, ale o grubej linii”. Jeśli chce się widzieć różnicę, to linia wyda się czymś grubszym, poważniejszym. A były opozycjonista Zbigniew Janas na określenie przejścia z PRL do PRL-bis wprowadził nowe pojęcie: „rewolucja negocjowana”: „Bo miała wszystkie cechy rewolucji, ale bez jednej: myśmy się nie wyrzynali”. Jakoś dziwnie przypomina to słynne już słowa Czarzastego do Frasyniuka: „Wyście się z nami, k...wa, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li!”. I jeszcze (post)komunistyczna „Polityka”, która na 30. rocznicę 4 czerwca przypomniała rozmowę z 2008 roku Jacka Żakowskiego z Tadeuszem Mazowieckim. „Więc kiedy był prawdziwy przełom?” – pytał Żakowski. „Powstanie mojego rządu było przełomem” – odpowiadał Mazowiecki, ale zaraz się asekurował: „Nie od razu mieliśmy kontrolę nad MSW i wojskiem. To się działo stopniowo”. To już nie asekuracja, lecz zaklinanie rzeczywistości. Bowiem w tym „...
[pozostało do przeczytania 2% tekstu]
Dostęp do artykułów: