MSZ krył esbecką szajkę

Kontrwywiad blokował aferę?

Ile tych skarg było, może wiedzieć sekretariat ministra Sikorskiego. Mąż sekretarki Sikorskiego jest kierownikiem administracyjnym placówki w Łucku. To on m.in. roznosił do okienek wizowych załatwione pozytywnie wnioski obywateli Ukrainy o wydanie wiz. Jest on także blisko zaprzyjaźniony z Michałem P., Ukraińcem, który dzierżawi polskiej placówce budynek, w którym mieści się konsulat. – Jada u Michała P. obiady w godzinach pracy razem z niektórymi konsulami – mówi nam Ukrainiec, znajomy Michała P. z Łucka.

– Po upublicznieniu afery przez „Gazetę Polską” ukraińskie MSZ przekazało do polskiego MSZ wszystkie skargi swoich obywateli na polskie placówki na Ukrainie. Dlaczego dopiero teraz? Może wiedzieli, że to nie odniesie skutku, bo mafia była kryta przez resort – mówi nasz informator. – Na Ukrainie jest wciąż głośno o wykrytej przez „Gazetę Polską” aferze. Ludzie mówią: dobrze, że ktoś wreszcie otworzył tę puszkę Pandory – dodaje.

Ukraińska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wysyłania ukraińskich kobiet na podstawie nielegalnie wydanych wiz w konsulacie w Łucku do krajów strefy Schengen, gdzie były zmuszane do uprawiania nierządu. Prawdopodobnie organizacją procederu zajmowała się międzynarodowa przestępczość zorganizowana.

Polska prokuratura na razie nie informowała, że po artykułach w „Gazecie Polskiej” wszczęła śledztwo w sprawie fałszowania dokumentów przez urzędników konsulatu (chodzi o odmowy wydania wiz innych państw strefy Schengen, m.in. Francji, Niemiec, Danii, zaklejane w naszej placówce polskimi wizami), wydawania wiz na podstawie sfałszowanych dokumentów kobietom, które były zmuszane do nierządu, a także obywatelom Afganistanu i Iraku, sprowadzając na kraje UE ryzyko zamachów terrorystycznych.

Minister miał ich zwolnić, ale nie zwolnił

Mimo szumnych zapowiedzi MSZ nie zwolniło konsuli z Łucka na Ukrainie. Opcję zerową...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: