Orlęta 1920

„Zacząłem prosić rodziców, czy nie mógłbym wstąpić do wojska, lecz rodzice nie pozwolili i zamyśliłem uciec. Pewnego razu powiedziałem, że pójdę do lasu na grzyby (było to w lipcu); rodzice nie pozwolili, lecz po długich prośbach zezwolili (…)” – tak zaczyna się wspomnienie z roku 1920 chłopca o inicjałach Z.T. z Grudziądza, który uciekł z domu, żeby zostać żołnierzem i bić się z bolszewikami. Podobne pragnienia i doświadczenia miało wielu jego rówieśników. 

Kilkuset z nich opowiedziało o tym w specjalnej ankiecie zrobionej w 1921 roku przez ministra Rataja. W tych opowieściach przeplata się nieustannie – poza zwykłymi sprawami, takimi jak trudy żołnierki, uciążliwe marsze czy parszywe żarcie – niezmienne poczucie obowiązku i miłość ojczyzny splecione z chęcią walki. Wielu tych chłopców, ochotników, dawało drapaka z domu, docierało do jednostek wojskowych i czyniło wszystko, by oszukać oficerów werbunkowych, by zostać wziętym do wojska. W początkach czerwca, gdy współczesnym dzieciakom ofiarowuje się prezenty, przytula je i życzy wszelkiego dobra, myśl ulatuje ku tamtemu pokoleniu sprzed wieku. To młodość ówczesna biła się w pierwszym szeregu z bolszewicką dziczą, z sowieckim najazdem. I ta młodość stanowiła ofiarę niezwykłą, silną, wymowną – orlęta bowiem wpisywały się często w historie bojów o niepodległość, orlęta wychodziły w mundurach strzeleckich z krakowskich Oleandrów na bój o Polskę, orlęta biły się o Lwów, orlęta także walczyły z czerwoną zarazą u wrót Warszawy w roku 1920. Tych wszystkich orląt już dawno nie ma. Pokolenia roku 1920 wykrwawiły się w wieku dojrzałym – we wrześniu 1939, potem w Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie, wreszcie po wojnie w walce z sowieckimi okupantami. Odchodziły wraz z kolejnymi dekadami wojowania ze złem komunizmu, ale zostawiły po sobie plon. Nasze dzieci żyją w wolnym świecie dzięki Bohaterskim Dzieciom Roku 1920.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: