Ja po prostu broniłem demokracji 

Mojemu resortowi udało się pokazać skuteczność. Udowodnić to, co środowisko polityczne tworzące obecnie PiS powtarzało od 30 lat, że kapitał ma narodowość i nie można prywatyzować wszystkiego. Pokazaliśmy w praktyce, że posiadanie przez państwo instrumentów w gospodarce w postaci silnych spółek stanowi istotną wartość. Dzięki wsparciu właśnie spółek skarbu państwa udało się przejść najtrudniejszy okres – mówi wicepremier Jacek Sasin, ministrem aktywów państwowych. Rozmawia Tomasz Sakiewicz 

W związku z tegorocznymi wyborami prezydenckimi został Pan mocno zaatakowany. Czy można to określić zwykłą rozgrywką polityczną? A może chodzi o coś więcej? Bo mam wrażenie, że w Polsce, z powodów chyba zupełnie niezauważalnych dla społeczeństwa, przetoczył się spór o demokrację. Jak ważna jest demokracja? Ile jest ona warta?
Spór o demokrację niewątpliwie trwa. Toczy się o to, czy w Polsce w ogóle będzie demokracja, czy będzie jej atrapa. Czy ma obowiązywać system, w którym panuje zasada, że demokracja jest tylko wtedy, gdy rządzą ci, którzy mają rządzić, a gdy wygrają inni, to wówczas reguły demokratyczne nie obowiązują.
 
Bo poddani, którzy wybierają króla, mogą go nie wybrać – tylko że wtedy głowę stracą...
Otóż obecny spór wokół wyborów prezydenckich bierze się stąd, że są one ostatnią deską ratunku dla opozycji, która do tej pory przegrała wszystko, co się dało przegrać. Stąd się bierze taka determinacja z jej strony, zwłaszcza ze strony PO, by do wyborów prezydenckich nie dopuścić. Wiadomo, że przegrana może być gwoździem do trumny tej formacji. Wszystko to za cenę wzniecania anarchii. Gdyby do tych wyborów miało nie dojść, kraj zostałby pozbawiony możliwości normalnego funkcjonowania, bez głowy państwa, a więc bez możliwości stanowienia prawa i przyjmowania nowych ustaw, które bez podpisu prezydenta nie mogłyby wejść w życie. Wszystko to w czasie głębokiego kryzysu spowodowanego epidemią...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: