Socjalista i nowoczesny filantrop

Potężne środki na premie dla lekarzy i pielęgniarek, 1000 plus dla wszystkich studentów. Czy licytacja z urzędującym prezydentem na programy socjalne to klucz do sukcesu, którym dla Władysława Kosiniaka-Kamysza będzie II tura? Bez względu na końcowy wynik, ludowcy już są zachwyceni. Mają kandydata, który raczej nie powtórzy wyczynów Waldemara Pawlaka i Adama Jarubasa – ci nie potrafili przeskoczyć bariery 2 proc. poparcia.

W trakcie debaty prezydenckiej lider ludowców z pewnością przyćmił konkurentów z opozycji. A już szczególnie Małgorzatę Kidawę-Błońską. Dzięki temu umocnił przekonanie wśród wyborców opozycji, że to on jest „numerem dwa” w maratonie wyborczym. W dyskusji na żywo między kandydatami Kosiniak-Kamysz obrał kurs na potyczkę z Andrzejem Dudą. Wytknął mu problemy z organizacją wyborów prezydenckich, nazwał w pewnym momencie „długopisem”, automatycznie podpisującym ustawy dla obozu rządzącego. Prezydent ripostował raz, za to boleśnie: przypomniał, że to Kosiniak-Kamysz jako minister w rządzie Donalda Tuska podwyższał wiek emerytalny. Duda zapędził szefa PSL do narożnika, a w efekcie wyborcy usłyszeli frazę: „Tylko fanatyk nie zmienia poglądów”. Nigdy w pełni pozytywnego wrażenia nie zrobi polityk przyznający się do błędu, i to patrząc niemal w oczy przeciwnikowi. Kosiniak-Kamysz w debacie błysnął za to pomysłem dodatku w wysokości 1500 złotych dla medyków za walkę z koronawirusem. Zaproponował coś, czego zabrakło innym kandydatom na prezydenta.

Rapuje, ale nie rapuje
Nie da się ukryć, że Kosiniak-Kamysz wyczuł powiew popularności programów socjalnych. Polityk deklaruje pozostawienie wszystkich świadczeń oferowanych przez rząd Zjednoczonej Prawicy, choć to nijak się ma do strategii koalicji PO-PSL z lat 2007–2015, czyli „ciepłej wody z kranu”. Więcej! Zamierza pójść za ciosem i zaproponował studentom stypendia w wysokości 1000 zł. Nie określił jednak żadnych kryteriów, czy to naukowych czy...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: