Wirus bolszewizmu

Tak się składa, że 85. rocznica śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego splata się z wieloma ważnymi i symbolicznymi rocznicami tego roku. Dopiero co przypominaliśmy z dumą, że równo 100 lat temu Wojsko Polskie wkroczyło do Kijowa, a wspólna defilada z Ukraińcami to nie tylko wyraz naszej ówczesnej mocarstwowej polityki (tuż po powstaniu z ponadwiekowej niewoli!), ale też znakomitej myśli geopolitycznej Piłsudskiego, który planował budowanie sił i sojuszy mogących stanowić przeciwwagę dla zagrażających nam potęg. 

W roku 1920 urodził się nasz Wielki Papież, w tym samym roku obroniliśmy Polskę i Europę przed bolszewicką zarazą.
Słowo „zaraza” pojawia się czasem w dyskursie dotyczącym bolszewizmu, komunizmu i dobrze opisuje zjawisko. Tym bardziej aktualne, że świat właśnie zmaga się z zarazą wywołaną wirusem. Ale wtedy o stokroć gorszym zagrożeniem był wirus bolszewizmu. Miał on wpływ zarówno na człowieka, jak i na losy narodów i państw, rysując perspektywę dziesięcioleci upadku i niewoli. Ten wirus był niebezpieczny także dlatego, że atakował przede wszystkim duszę i rozum człowieka, czego objawem były utrata wolnościowego sposobu myślenia, wykoślawienie charakterów i zamiana ludzi wolnych w niewolników systemu. Jeśli chodzi o duszę: zabierał moralność i powodował gangrenę w sferze ducha – osobnik zarażony „gnił” duchowo, staczał się coraz niżej i niżej, a co gorsza, nie dostrzegał tego upadku i usprawiedliwiał najgorsze uczynki, jakie popełniał. Tak jak teraz świat otacza się kordonem sanitarnym, tak Polska pod przywództwem Piłsudskiego otoczyła w 1920 roku „kordonem sanitarnym” cały świat Zachodu, broniąc go przed „pandemią komunizmu”. To dzięki Polakom wirus bolszewizmu został zatrzymany. I tak jak dzisiaj na balkonach bije się brawo medykom walczącym z koronawirusem, tak samo moglibyśmy wszyscy wyjść 15 sierpnia na balkony czy ulice i bić brawo bohaterom roku 1920.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: