Dylemat młodego aktywisty. Gasić czy nie gasić

Polska znów oburzona. Płonie Biebrzański Park Narodowy. Naczelny ekolog kraju wzywa samoloty z Hiszpanii. Inni aktywiście wykryli, że strażacy z nieodległych powiatów zostali niezadysponowani. Jeszcze inni oburzeni na rowy melioracyjne. Greenpeace przestrzega jak zawsze, że to dopiero początek i tak jak rok temu, mamy ostatnie 10 lat, aby coś zrobić. Słuchać się nie da... 

To był ogromny obszarowo pożar. W ciągu pięciu dni spaliło się niemal 6 tys. ha głównie traw i trzcinowisk. W akcji gaśniczej brało udział kilkadziesiąt zastępów straży pożarnej, strażacy ochotnicy, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, leśnicy i pracownicy parku. Często była to praca na piechotę, gdyż na grząski, bagienny grunt nie mógł się dostać wóz. 

Walka z powietrza
Wykorzystano też dużą ilość sprzętu lotniczego. „Do czterech gaśniczych dromaderów M18B (po dwa z RDLP w Białymstoku i RDLP w Olsztynie) 23 kwietnia dołączyły kolejne dwa. Każdy jednorazowo zabiera 1800 litrów wody. Od środy, 22 kwietnia, samoloty wspiera dodatkowo nowoczesny śmigłowiec gaśniczy airbus AS350 (eurocopter) z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach. »Wiaderko« tego helikoptera mieści 700 litrów wody. Dziś, 24 kwietnia, akcję gaśniczą wspiera śmigłowiec gaśniczy Bell-206, który jest w dyspozycji Regionalnej Dyrekcji LP w Toruniu. Od poniedziałku, 20 kwietnia, do piątku maszyny LP wylatały w sumie ok. 150 godzin. W czwartek sześć dromaderów i śmigłowiec zrzuciły w sumie ok. 260 tys. litrów wody, w środę samoloty LP wykonały nad płonącymi obszarami 36 zrzutów wody, a śmigłowiec – 140” – czytamy w komunikacie Lasów Państwowych. Koszty pracy samych samolotów szacowane są na około 1,5 mln zł i w całości pokrywane przez leśników. Akcji towarzyszyło olbrzymie zainteresowanie medialne i społeczne. Niech symbolem będzie fakt, że w ciągu kilku dni zebrano ponad 2,5 mln zł, które mają wspomóc lokalne ochotnicze straże pożarne. Pojawiły się liczne...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: