Utylitaryzm w praktyce

Kryzys związany z koronawirusem ujawnia prawdę o nas samych, którą chętnie skrylibyśmy pod płaszczem dobrego samopoczucia i obrazów ciężko pracujących i narażających swoje życie lekarzy. Kłopot polega na tym, że piekło, takie ludzkie, wyłania się co jakiś czas spośród informacji medialnych.

Tak było ze wstrząsającymi doniesieniami z Hiszpanii o domach starców (ładnie nazywanych domami seniora), do których wkroczyły jednostki wojskowe. To, co tam zastały, było przerażające. Martwi pensjonariusze leżący obok wciąż żywych, którymi nikt się nie opiekował, więc błąkali się po salach sami, krzycząc z samotności, bólu, cierpienia. Piekło Dantego objawiło się na naszych oczach. Personal uciekł, bo… obawiał się zakażenia. Umierali sami. I choć władze hiszpańskie już zapowiedziały surowe konsekwencje dla osób za to odpowiedzialnych, to… obrazy z owych domów starców są mocnym, być może najmocniejszym przykładem logiki, jaką kieruje się wiele współczesnych systemów medycznych. To logika władzy silniejszego, niekiedy określana utylitarystyczną. Niestety, nie jest to przesada. Kolejne rządy, by wymienić tylko włoski i brytyjski, wydają jasne polecenia, kogo należy ratować, a czyje życie można sobie odpuścić. Tak się składa, że tymi, których przeznacza się do „odpuszczenia”, są ludzie starsi czy cierpiący na jakieś dodatkowe choroby. Można zrozumieć, że w wypadku, gdy brakuje sprzętu, gdy system się wali, trzeba przyjąć jakieś zasady, i to takie, by można je było jednoznacznie zastosować. Ale trzeba też jasno powiedzieć, że w ten sposób doprowadzamy do sytuacji, w której ageizm staje się normą, wiek zaczyna pełnić rolę kryterium do skazania na śmierć, a utylitaryzm ukazuje swoją najbardziej przerażającą twarz. Hiszpańskie domy starców są przerażającą normą, a nie wyjątkiem. Tam wyglądało to najgorzej, ale w wielu innych miejscach zasady są takie same. Silniejsi mają przeżyć, słabszych można skazać na śmierć.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: