„Piszy: plutonowy!”

Dodano: 07/04/2020

Felieton [Przeszłość powróci ideą]

We wspomnieniach Mieczysław Welzandt zapisał: „Bóg uchronił mnie od losu oficerów w dołach śmierci i otworzył drogę ku życiu – między innymi po to, abym dawał świadectwo prawdzie”.  W październiku 1939 roku jako jeden z nielicznych jeńców obozu w Starobielsku cudem uniknął losu 9 tys. polskich oficerów, skrytobójczo zamordowanych przez Sowietów w Charkowie-Piatichatkach. We wrześniu 1939 roku, jako dowódca drugiego plutonu w piątej baterii 65. Pułku Artylerii Lekkiej, Mieczysław Welzandt walczył z Niemcami w okolicach Przemyśla. Z ciężkim sercem przyjął od kpt. Witolda Herdegena (kozielska lista NKWD, poz. 48, nr 035/4) rozkaz, żeby nie walczyć z Sowietami i zniszczyć sprzęt. Aresztowany przez Sowietów, trafił do niewoli. Przed strzałem w tył głowy uratował go stopień podchorążego. Jednak jeszcze na początku października 1939 roku, kiedy stawał do przymusowego spisu, nie zdawał sobie sprawy – podobnie jak większość polskich jeńców – ze śmiertelnego zagrożenia. Miał
     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze