Narcos nie zwalnia tempa

W „Narcos: Meksyk” dotychczasowy narrator bojów funkcjonariuszy antynarkotykowych stanął na pierwszej linii frontu z meksykańskimi bossami. Wszelkimi dostępnymi środkami musi dopaść tych, którzy zabili ze szczególnym okrucieństwem agenta DEA.  

Twórcy superhitu „Narcos” postawili sobie bardzo wysoko poprzeczkę po dwóch seriach. Pierwsza opowieść o Kolumbii w latach 80. była wręcz oszałamiająca i biła rekordy popularności. Opowieść o losach najsłynniejszego herszta narkotykowego z Kolumbii, Pablo Escobara, i jego ucieczkach przed amerykańskimi śledczymi bez przesady można określić mianem jednej z najlepszych produkcji wszech czasów. W drugiej serii widzowie przenieśli się na meksykańskie plaże, gdzie kwitł handel narkotykami. Felixa Gallardo i kartel z Guadalajary  najprężniej działający w Ameryce Środkowej próbował dopaść agent Kiki Camarena. Funkcjonariusz DEA odkrył i zniszczył ogromną plantację marihuany, która utrzymywała kartele. W odpowiedzi gangsterzy uprowadzili Camarenę, a sceny z torturami nieustraszonego pogromcy gangsterów narkotykowych należały do najbardziej dramatycznych w całej opowieści.

Teraz schedę po Camarenie przejął narrator z poprzednich serii – Walt Beslin, zamierzający wyśledzić wszystkich, którzy doprowadzili do śmierci słynnego agenta DEA. W środku akcji zmuszony jest on do stosowania metod dobrze znanych gangsterom z Meksyku. Całość domyka znakomita gra aktorska – w rolę Felixa Gallardo z powodzeniem wcielił się Diego Luna, natomiast widzów rozbawia postać Amado Carrillo Fuentesa (José María Yazpik). Nie mogę doczekać się kolejnych części tej świetnej produkcji. O ile meksykańska mafia nie pokrzyżuje planów widzom i twórcom serialu.  

„Narcos”
Netflix 2020
5/6
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: