Kraków na rozdrożu

Nie chwaląc się, mój tekst poświęcony sytuacji w objętym kwarantanną Krakowie („Gazeta Polska” z ubiegłego tygodnia) narobił sporo szumu. Pisałem o tym, że moje miasto, które postawiło praktycznie wszystko na jedną kartę – turystykę – jest w poważnych tarapatach. Niezależnie od tego, czy obecna sytuacja potrwa do świąt Wielkiejnocy czy dłużej, trzeba się zastanowić, jak „po wszystkim” ma funkcjonować „kulturalna stolica Polski”. Bo skoro już tkwimy w zawieszeniu, może czas na refleksję? 

Czy na pewno „po wszystkim” pierwszymi decyzjami powinny być te mające na celu jak najszybsze sprowadzenie pod Wawel jak największej liczby turystów i powrót do kiczowatej stolicy taniej rozrywki? Już dziś podnoszą się głosy „branży”, że miasto (a nawet rząd) powinno dopłacać do (tanich) biletów lotniczych, by jak najszybciej sytuacja w Krakowie wróciła „do normy”. Cóż, znamy tę normę i tego, że szybko nie wróci, na szczęście możemy być tego pewni. Może więc warto przedefiniować strategię i politykę? Obecna Strategia Rozwoju Turystyki w Krakowie została opracowana na lata 2014–2020 i już wiadomo, że do tego roku nie przystaje. Zresztą – trudno nie odnieść wrażenia, że w Krakowie i tak wszystko działo się metodą faktów dokonanych, z przeświadczeniem, że „czarna chmura” nie nadejdzie. Tymczasem nadeszła. Kryzys zweryfikował nie tylko strategię, lecz także samą „branżę”. Że ze strony miasta nie będzie refleksji? To oczywiste. Świadczy o tym to, co pisze na przykład lokalna „Gazeta Wyborcza”: „Zwolennikom radykalnych rozwiązań i retromarzeń o powrocie do mitycznej prowincji, która, jak niegdyś, będzie zasypiać po zmroku, obecna sytuacja powinna dać jednak do myślenia. Jeśli na dno pójdzie branża turystyczna, pociągnie ona za sobą inne biznesy. Kraków będzie spokojny, cichutki i znacznie biedniejszy”. Rozumowanie w kategoriach dychotomicznych (albo 20 mln turystów, albo wieś zabita dechami) ma być kneblem dla tych, którzy mówią, że może trzeba inaczej, że...
[pozostało do przeczytania 2% tekstu]
Dostęp do artykułów: