Zyziu na koniu Hyziu

Śmiano się z apelu policji, która napisała do przestępców, że w związku z koronawirusem i nawałem obowiązków prosi o „zaprzestanie wszelkich działań przestępczych/haniebnych/niegodziwych do odwołania”. Zapowiedziała też: „Powiadomimy oddzielnym komunikatem, kiedy będzie można wrócić do codziennej działalności przestępczej kontynuując dalej starą zagrywkę policjant–złodziej”. Nie trzeba być ekspertem od kryminalistyki, który zapewne wymyślił ów żartobliwy apel, a wystarczyło znać w życiu paru złodziei, jak niżej podpisany, by wiedzieć, że to zadziała. I tak się stało – ilość interwencji policyjnych spadła o połowę. Nie, nie tylko przez zmniejszony ruch na ulicach. W czasie pielgrzymek Jana Pawła II ruch był olbrzymi, a przestępczość spadała… niemal do zera. W czasie powstań narodowych było identycznie. Drobni złodzieje małe wyrzuty sumienia z powodu kradzieży rekompensują sobie – często słusznym – przekonaniem, że nie są zdolni do cynizmu ludzi kulturalnych i szanowanych. Genialny Sergiusz Piasecki wszystko to opisał.

„Klaudia Jachira próbuje pokazać obłudę PiS, który nie zajmuje się upamiętnianiem katastrofy, lecz podtrzymywaniem smoleńskiego ognia” – powiedział niedawno w „Dzienniku Gazecie Prawnej” polityk PO, który ogłosił się „katolickim hardkorem”. Jako że jest Wielki Post, warto odnotować, że gość nazywa się Poncyljusz Piłat, czy jakoś podobnie. 

Co do mnie, to od zawsze głoszę, że doszukiwanie się istnienia konserwatywnego i liberalnego skrzydła w PO ma tyle sensu, co szukanie go w mafii pruszkowskiej. W obu przypadkach to nie są mający sumienie DROBNI złodzieje.

Wojciech Mann okazał się największym nieudacznikiem wśród celebrytów próbujących zaszkodzić PiS. Ogłosił swój bunt w czasie epidemii koronawirusa. Jakby go tu pocieszyć? Zapewne gdyby poczekał na wybuch III wojny światowej i lamentował, że odchodzi z radia po tym, jak spadła pierwsza bomba atomowa, byłby zauważony jeszcze słabiej.

Hit...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: