Zdobyć więcej czasu. Zostań w domu!

Nie powstrzymamy wybuchu epidemii koronawirusa. Odpowiedzialnymi działaniami możemy jednak sprawić, że tempo wzrostu zachorowań nie będzie ekstremalnie wysokie, co sprawi, że polska służba zdrowia pozostanie wydolna i pomoże tysiącom ciężko chorych. Udało się to w kilku krajach na świecie. Jeśli w Polsce będzie inaczej, to czeka nas włoski scenariusz.

W ciągu ostatnich tygodni koronawirus dotarł do 129 krajów na całym świecie. Wiele z nich stosuje różne taktyki działań i próby radzenia sobie z zagrożeniem. Na dzisiaj wzorcowym przykładem jest Tajwan, który odrobił bolesną lekcję z czasów, gdy na wyspie szalał wirus SARS, i jako państwo jest stale przygotowany na zagrożenie epidemiologiczne. To dlatego mimo bliskości Chin i stałych kontaktów z tym krajem liczba zarażonych to tylko 53 osoby i jedna ofiara śmiertelna. To niewiele, biorąc pod uwagę liczbę ludności na wyspie, czyli blisko 24 mln, i fakt, że pierwszą osobę „wyłapano” 21 stycznia. Tajwańczycy nie przespali jednak pierwszego momentu i udaje im się skutecznie kontrolować wszystkich przybywających do kraju. Specjalne służby epidemiologiczne są w stanie namierzać poszczególne osoby i wyłapywać te, które potencjalnie miały z nimi kontakt. Wtedy ustalane są kwarantanny, za których złamanie grożą surowe konsekwencje. Podobną taktykę próbowała na początku epidemii stosować Polska, jednak w wypadku otwartych granic i ogromnego ruchu różnych środków transportu, biorąc pod uwagę, że niemal wszyscy nasi zachodni sąsiedzi mają już wiele tysięcy zachorowań, stało się oczywiste, że wirus przeniknął do naszego kraju.

Korea reaguje
Podobnie jak u nas, było w Korei Południowej. Co ciekawe, pierwszy przypadek wirusa odkryto tam już 20 stycznia, jednak do połowy lutego udawało się wyłapywać poszczególne przypadki. Wszystko zmienił pacjentka numer 31. Nie wiadomo dokładnie, gdzie się zaraziła, ale zanim zorientowała się, że jest chora, wzięła udział w...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: