Pierwsza Dama i jej wrogowie 

Platforma nie może „odpuścić” Pierwszej Damie. Agata Kornhauser-Duda samym swoim istnieniem wywołuje wściekłość całego układu, stojącego dziś na straży dotychczasowego modelu III RP. Jest bowiem idealnym dowodem, jak fałszywy jest obraz świata, którym elity związane z PO usiłują uzasadniać swoją pozycję i swoje pretensje do władzy.

Przyczyny ataku na Agatę Kornhauser-Dudę są bardzo łatwe do odgadnięcia. Po pierwsze, „totalna opozycja”, która nie cofnie się przed niczym, byle tylko wyhamować pasmo klęsk, szuka u przeciwnika słabych punktów. To, co widzimy, jest formą brutalnej presji psychologicznej, mającej na celu złamanie psychiczne prezydenta bądź możliwe osłabienie jego osoby. 

Uderzyć w najbliższych 
Prezydent zdenerwowany, zmęczony, czujący, że atak jest skierowany nie tylko na niego, ale także na jego najbliższych (z którymi, to żadna tajemnica, jest bardzo silnie związany emocjonalnie), to prezydent, który może popełnić więcej gaf, wybuchnąć w niewłaściwym momencie, powiedzieć słowo za dużo. A zważywszy na fakt, jak kuriozalne są słowotoki głównego kontrkandydata Andrzeja Dudy, jak czasem bezdennie głupie są wypowiedzi Kidawy-Błońskiej, podobnego typu „wpadki” urzędującego prezydenta to sytuacje, których Platforma łaknie jak kania dżdżu. I usiłuje do nich doprowadzić, stosując starą szkołę, tak ubecką, jak i mafijną, czyli terroryzowania najbliższych. W myśl zasady: skoro on się przed nami nie ugnie, to wzbudźmy strach w jego rodzinie. Niech nawet wśród osób najbliższych będą ci, którzy zaczną odwodzić go od pomysłu „zadzierania” z nami. Oczywiście patrząc na charakter i dotychczasowe działania Pierwszej Damy, PO raczej swojego celu nie osiągnie. Ale każda presja psychiczna, każda możliwość chociażby delikatnego rozchwiania psychicznego Andrzeja Dudy jest, przy tak brutalnej kampanii, na wagę złota. I tak działa Platforma, łamiąc przy okazji wszelkie zasady i poczucie przyzwoitości, ale akurat...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: