Jeden Władek, dwa PSL-e

Felieton [Pan Jacek dla ciebie]

Przecieram oczy ze zdumienia, oglądając konwencję Władysława Kosiniaka-Kamysza. Bardzo dobre wystąpienie żony, płynnie i przekonująco mówiący kandydat. Odrzucono zielone tło. Koniczynę w klapie marynarki kandydata zastąpiła biało-czerwona flaga. Na sali znane twarze. Przemyka paprykarz spod Radomia, a z ekranów za kandydatem agituje Paweł Kukiz. Przekaz jasny – oto jedyny człowiek, który jest w stanie połączyć podzielonych na obozy Polaków. „Nie ma dwóch Władków. Nie ma innego w Sejmie, na spotkaniu w Kraśniku i w domu. Zawsze jest taki sam, prawdziwy i autentyczny. Opiekuńczy, serdeczny, rodzinny, cudowny mąż i ojciec, prawdziwy mój przyjaciel. Ale potrafi powiedzieć stanowcze NIE, gdy komuś dzieje się krzywda, powiedzieć STOP, kiedy łamane jest prawo i Konstytucja. Honor, uczciwość, przyzwoitość” – mówiła Paulina Kosiniak-Kamysz, żona polityka. Może tak jest, że nie ma dwóch Władków i że na wykładzie Leszka Jażdżewskiego, gdy obrażano katolików, klaskał ktoś inny,
     
56%
pozostało do przeczytania: 44%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze