Wirus Platformy

Tylko kwestią czasu jest, że w Polsce pojawi się pierwszy przypadek wystąpienia koronawirusa. Z dotychczasowych informacji wynika, że jest to potencjalnie duże zagrożenie. Wydaje się naturalne, że zarówno rząd, jak i opozycja powinny wspólnie robić wszystko, by ograniczyć niebezpieczeństwo. Niestety, jak już nas do tego Platforma przyzwyczaiła, „totalna opozycja” zachowuje się tak, jakby chciała ewentualny kryzys pogłębić.

Bełkot „totalnej opozycji” w kontekście koronawirusa jest już przedmiotem serii żartów. Raz dowiadujemy się, że rząd specjalnie ukrywa chorych (zapewne w jakichś mrocznych kazamatach). Innym razem odwrotnie – że potrzebuje koronawirusa, żeby przykryć konwencję Kidawy. Teorie polityków „totalnej opozycji” mnożą się jak grzyby po deszczu, a każda z nich mogłaby spokojnie startować w konkursie na największą brednię 2020 roku.

Platforma powinna się bać
Ciężko zaprzeczyć, że wilczym prawem każdej opozycji jest krytykowanie rządu. Także w momencie potencjalnie poważnego zagrożenia, jakim jest nowa epidemia. Więcej, jest to stan właściwy i powinien być pożądany. Wtedy opozycja w sposób najpełniejszy wykonuje swoje podstawowe zadanie w demokracji, czyli staje się dodatkowym elementem presji na aktualną władzę, żeby ta najlepiej wywiązała się ze swoich zobowiązań (a ochrona zdrowia i życia jest najważniejszym z nich). Na tej zasadzie im poważniejsze zagrożenie, tym bardziej opozycja powinna patrzeć rządowi na ręce. Tyle że musi to być elementem wsparcia państwa i społeczeństwa w sytuacji kryzysu. Musi to być, najprościej rzecz ujmując, konstruktywne. Tymczasem wszystko, co prezentuje w tym momencie PO, to nic innego jak próba możliwie największego rozhuśtania emocji społecznych i zarządzania strachem. Strachem opartym na tak absurdalnych przesłankach jak ta, że nocami na tajnych spotkaniach na Nowogrodzkiej ukrywa się kolejne ofiary choroby. Tego typu zachowanie PO wydaje się być podyktowane...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: