Trudne sprawy Kidawy

Choć wydaje się, że powtórzenie kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego z 2015 roku jest zwyczajnie nieprawdopodobne, Platforma Obywatelska zdaje się podążać dokładnie tymi samymi ścieżkami. A przecież jedno z zaklęć, wmawianych przez specjalistów od rozwoju osobistego, brzmi: „Jeżeli będziesz robić to, co do tej pory, będziesz otrzymywać takie same wyniki, jak do tej pory”.

Ileż to razy słyszeliśmy, że Jarosław Kaczyński może spać spokojnie, ponieważ ślepy los obdarzył go opozycją, o której można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest w stanie przejąć władzę. Oczywiście samą słabością przeciwnika walki się nie wygrywa, jednak przyznacie Państwo, że może to być dość pomocne. 

Walą „Bronki” na potęgę
Kto jeszcze pamięta określenie „strzelić Bronka”? Tego określenia Jarosław Kaczyński użył w 2010 roku, reagując na głupstwa, wypowiadane przez ówczesnego ministra finansów, Jacka Rostowskiego. Było to oczywiste nawiązanie do gaf Bronisława Komorowskiego, który to wówczas pełnił obowiązki Prezydenta RP. Już wówczas Komorowski dawał się poznać jako specjalista od wizerunkowych wpadek i jak to mówią młodsi, od „nieogarniania rzeczywistości”. Jego pięcioletnia kadencja w Pałacu Prezydenckim przekonała nas o tym dobitnie. I to między innymi te wpadki przyczyniły się do tego, że w 2015 roku byliśmy świadkami totalnej klęski i rządów PO-PSL, i ówczesnej głowy państwa. Ale myli się ten, kto powie, że opozycja wyciągnęła wnioski z tamtych porażek. By się o tym przekonać, nie trzeba się wiele trudzić. 
Nie ma dnia, byśmy nie utwierdzali się w przekonaniu, że prezydencka kandydatura Małgorzaty Kidawy-Błońskiej może być do zaakceptowania jedynie dla najtwardszego elektoratu Platformy. Choć i to nie jest pewne. Była marszałek Sejmu w żadnym wypadku nie przypomina przecież charyzmatycznego na swój sposób Donalda Tuska, za którym do dziś wzdycha rozbite pod Sejmem miasteczko kodziarzy. Tam smagany deszczem i...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: