Wirus z Chin

Felieton [Myśli nienowe]

Za Chiny Ludowe – mówiliśmy w szkole, gdy się czegoś nie chciało zrobić. Teraz Chińczykom udało się coś zrobić – wstrząsnąć całym światem. Za pomocą wirusa, który wedle wielu oficjalnych wypowiedzi ma nie być wcale taki straszny, jak go malują. Że niby tylko dwa procent śmiertelności etc. Taka bardziej niebezpieczna grypa, no, może zapalonko płuc.  Powstaje oczywiście pytanie natury logicznej – jeśli tak jest w istocie, to dlaczego w Chinach odizolowano od świata kilkadziesiąt milionów ludzi, zamknięto całe miasta, buduje się specjalne szpitale w dziesięć dni? Czy rzeczywiście nikt nie powinien się niepokoić i wszystko jest pod kontrolą? Właśnie w takich chwilach przydają się, często krytykowane, media społecznościowe. Można się bowiem z nich dowiedzieć, choćby od Chińczyków żyjących w Anglii czy w USA, co się dzieje w ich kraju, gdzie założono na ludzi totalną blokadę informacyjną, tak że niektórzy członkowie rodzin boją się nawet odpisywać na pytania w rodzaju „Co
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze