Uniknąć widma Komorowskiego

Jeśli w rozpoczynającym się 2020 roku nic się nie wydarzy, to wybory prezydenckie powinien wygrać Andrzej Duda. Mimo to działania wszystkich partii parlamentarnych będą dedykowane majowej elekcji. Z różnych powodów.

Grzegorz Schetyna nie chce być kojarzony z kolejnymi porażkami i po pięciu przegranych wyborach z PiS ustąpi miejsca innym politykom na czele PO. Przewodniczący oświadczył, że nie wystartuje w wewnętrznych wyborach na lidera partii, jednocześnie namaścił na swojego faworyta Tomasza Siemoniaka. W styczniowym głosowaniu członków Platformy weźmie udział rekordowa liczba kandydatów. Oprócz Siemoniaka wystartują Bartosz Arłukowicz, Joanna Mucha, Bogdan Zdrojewski i Borys Budka. Tłumaczenia Schetyny nie brzmią jednak wiarygodnie. Można odnieść wrażenie, że przedstawia on PO jako partię sukcesu, która osiągnęła bardzo wiele w ostatnich latach, tymczasem nie potrafiła wygrać nawet eurowyborów, czyli głosowania na własnym „podwórku”. – Zostawiam ten etap Platformy Obywatelskiej, w którym formacja jest w dużo lepszej sytuacji niż w 2015 roku. Najlepszym kandydatem na lidera wielkiego projektu w latach 2020–2024 będzie Tomasz Siemoniak, mój przyjaciel – ogłosił Schetyna. Przewodniczący ocenił też, że kandydatura Siemoniaka jest zmianą… pokoleniową, bowiem były szef MON jest młodszy od Schetyny o… cztery lata.

Nihil novi (w Platformie)
Z punktu widzenia interesów PiS trwanie Schetyny na stanowisku lidera największej partii opozycyjnej było niezwykle korzystne. – Wybory wewnętrzne w PO to nieprzewidywalna sytuacja, ponieważ nigdy rywalizacja nie była tak otwarta w żadnej partii. Siemoniak jest bardzo mocnym kandydatem, nie jest kontrowersyjny, wystartuje z namaszczeniem Schetyny. Ale z drugiej strony nie jest powiedziane, że to on uzyska największą ilość głosów delegatów PO. Poparcie od Schetyny to z drugiej strony przecież spore obciążenie – analizuje politolog UJ, prof. Jarosław Flis. – Odejście...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: