Hej kolęda, kolęda! TRASA KONCERTOWA POSPIESZALSKICH

„Ulubiona świąteczna płyta leci...” – napisał kilka dni temu Tomasz Budzyński, ilustrując swój wpis na portalu społecznościowym zdjęciem albumu „Kolędy Pospieszalskich”. W komentarzu dodał, że jego zdaniem jest to „najlepsza »współczesna« płyta z kolędami”. Ale od czasu jej wdania minęło wiele lat. Ci, którzy na okładkowej fotografii byli dziećmi, sami zostali już rodzicami. Ich młodzieńczy żywioł w połączeniu z doświadczeniem i klasą starszego pokolenia – trzonu muzycznej rodziny Pospieszalskich – to mieszanka wyborowa. Jak mówią młodzi, petarda!

W oczekiwaniu na nową kolędową płytę możemy się póki co wybrać na koncert. Tam wrażeń nie brakuje. Muzycznie najwyższa półka, a do tego rodzinnie, serdecznie, radośnie i z wiarą. Właśnie tego oczekuję, idąc na kolędowanie do kościoła, hali koncertowej czy domu kultury.
 
Tradycja i nowa forma
Polskie kolędy są najpiękniejsze na świecie i niezwykle melodyjne. Nie bez powodu jedna z nich znalazła się tuż przed finałem słynnego bożonarodzeniowego koncertu trzech tenorów w Wiedniu w 1999 roku. Wówczas José Carreras wspaniale zaintonował po polsku „Lulajże Jezuniu”. Pod filmem z tego wykonania na YouTubie posypały się komentarze pełne ciepłych słów pod adresem naszych kolęd. Zachwalano nie tylko urok melodii i tekstów, ale również bogactwo tradycji kolędowania w Polsce. To zdecydowanie wyjątkowy czas, kiedy w kościołach śpiewa się kolędy. Nam na myśl przywodzą natychmiast powrót do dzieciństwa – wspólnej wigilii z rodziną, opłatka, zapachu ciasta, choinki, cieszenia się z obecności najbliższych. Melodie kolęd zna każdy. Przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Co roku chętnie śpiewają je liczne gwiazdy polskiej sceny muzycznej. Dużą sztuką jest wykonać kolędy w nowej formie, ale bez zbędnych udziwnień – tak, żeby zachęcić słuchaczy do wspólnego śpiewania, a nie tylko zaimponować sztuką wokalną czy instrumentalną. Za to między innymi cenię Pospieszalskich....
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: