Czas na degradację

Przed nami kolejna rocznica wypowiedzenia przez Jaruzelskiego wojny polskiemu narodowi, czyli wprowadzenia stanu wojennego. A ten sowiecki towarzysz wciąż (formalnie) pozostaje polskim generałem. Na równi z „Grotem” Roweckim czy „Nilem” Fieldorfem. Może czas na powrót do ustawy degradacyjnej? Przypomnijmy podstawowe fakty. 

Już w 1946 roku sowieciarz Jaruzelski walczy z polskimi Żołnierzami Niezłomnymi. W III RP sfałszuje swoje dokumenty, wstawiając w miejsce „band reakcyjnego podziemia” – „bandy UPA”. Potem mamy Marzec ’68, o którym Jaruzelski mówił: „Nasza kadra występowała z pałkami jako aktyw partyjny – dobrze, że nie z bronią, czego wróg bardzo pragnął”. Lech Kowalski w biografii Jaruzelskiego „Generał ze skazą” napisał: „Już jako I sekretarz KC PZPR spowodował usunięcie z wojska (...) 1400 oficerów LWP pochodzenia żydowskiego. Proces ten trwał aż do początków lat osiemdziesiątych”. Można spytać: czy to słowa godne „człowieka honoru”, przyjaciela Adama Michnika, który w innych wypadkach zapalczywie tropi i zwalcza antysemitów? Autor „Generała ze skazą” pisze dalej, że „postawienie na Jaruzelskiego było strzałem w przysłowiową dziesiątkę – wybór ten zadowalał Moskwę, pozyskiwał Gomułce czołowych antysemitów w obozie władzy, gwarantował dobre przyjęcie kandydata w środowisku wojska”. Szef ochrony Jaruzelskiego płk Artur Gotówko w rozmowie z Henrykiem Piecuchem w książce „Byłem gorylem Jaruzelskiego” stwierdził bez ogródek: „Jaruzelski miał niepodważalne zasługi w odżydzaniu armii”. Czystek dokonywał razem m.in. z Mieczysławem Moczarem, który wprowadzał go na partyjno-rządowe „salony” PRL, a którego potem odsunął, podobnie jak innych zagrażających mu dygnitarzy – Gomułkę, Gierka i Kanię. Jaruzelski najbardziej obawiał się ludzi, którzy mieli większe od niego poparcie w Moskwie.
Interwencję podporządkowanych Sowietom wojsk w Czechosłowacji uważał za wojskowy i polityczny sukces: „Doświadczenie wykazało, że pomoc ta była konieczna...
[pozostało do przeczytania 3% tekstu]
Dostęp do artykułów: