Zatrzymajmy się (nie tylko przed Świętami)

W ubiegłym tygodniu w wypadku na przejeździe kolejowo-drogowym w miejscowości Biały Bór zginął były poseł Platformy Obywatelskiej, zwycięzca pierwszej edycji programu „Big Brother”, Janusz Dzięcioł. W jego auto uderzył pociąg. O wypadkach na przejazdach kolejowo-drogowych słyszymy od lat, ale nie jest tajemnicą, że zazwyczaj winnymi tych zdarzeń są kierowcy (ponad 90 proc.). 

Statystyki PKP PLK mówią same za siebie: w 2018 roku było 205 takich zdarzeń, 48 zabitych i 32 ciężko rannych. I choć PKP wspólnie z policją od wielu lat prowadzą akcję „Bezpieczny przejazd”, to wciąż dochodzi do takich tragedii jak ta z Białego Boru. Nie wiemy, co stało się w tym konkretnym przypadku, ale najczęściej winni są właśnie kierowcy – brawura, nieostrożność, pośpiech i ignorancja. To wszystko nie pozwala skalkulować wyniku zderzenia z kilkusettonową maszyną, której droga hamowania może wynosić nawet półtora kilometra. Śp. Janusz Dzięcioł dał się poznać szerszej publiczności jako ujmujący i szczery człowiek, miliony ludzi śledziło jego zmagania w pierwszej edycji „Big Brothera”. Jako poseł nie zapisał się już niczym szczególnym, ale zawsze z sympatią patrzyło się na jego uśmiechniętą twarz. Smutna informacja o jego śmierci powinna po raz kolejny stać się pretekstem do rozmów o bezpieczeństwie na przejazdach kolejowo-drogowych i na drogach w ogóle. I niech nie będzie to tylko rytualne gadanie.  Warto zacząć od siebie – część Czytelników może się zdziwić, że zamiast „przejazd kolejowy” napisałem „przejazd kolejowo-drogowy”, ale to nie hiperpoprawność, tylko prawidłowa nazwa. Przecież na przejeździe krzyżują się dwie drogi, dwa różne środki komunikacji, o czym powinniśmy pamiętać już wypowiadając jego nazwę. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: