„Człowiek z lasu”. Mściwy gangster

Leszek K. kierował bandą bezwzględnych oprychów, którzy popełnili wiele brutalnych zbrodni. Przez lata nazywany „Człowiekiem z lasu”, terroryzował mieszkańców Świętokrzyskiego. Jedynie właściciel dyskoteki nie dał się zastraszyć, a nawet pobił gangstera. Niestety, wydał tym na siebie wyrok – zginął, zastrzelony przed własnym lokalem. 

Pozornie Leszek K. nie wyróżniał się wśród mieszkańców Ciechostowic, malutkiej wsi na skraju województwa świętokrzyskiego i Mazowsza. Dziennikarze, którzy opisywali jego historię, podkreślali, że przybierał pozę spokojnego rolnika, znanego z zamiłowania do pocztowych gołębi, o które bardzo dbał. Skromny, nie chwalący się pieniędzmi człowiek. Całkowicie inne oblicze tej samej osoby ujawnili prokuratorzy specjalizujący się w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej. Scharakteryzowali Leszka K. jako osobnika wyjątkowo niebezpiecznego, bezwzględnego, mściwego, który nie ma szacunku dla ludzkiego życia. „Zorganizował wielkie przestępcze przedsiębiorstwo – mówił w 2010 roku dla >>Newsweeka<< prokurator Robert Rolka, który brał udział w śledztwie przeciwko bandzie >>Człowieka z lasu<<. – Zastanawiam się, jak taki twór mógł powstać i tak długo funkcjonować praktycznie bezkarnie”. A podczas niedawno zakończonego procesu przed Sądem Okręgowym w Kielcach podkreślano, iż oskarżony jest głęboko zdemoralizowany i działał z najniższych pobudek. Sędzia Renata Broda mówiła nawet o „nagromadzeniu złej woli i okrucieństwa”. Dlatego Leszek K. (obecnie mający 55 lat) został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Ten wyrok jest epilogiem historii „Człowieka z lasu”, która miała początek na przełomie poprzedniego i obecnego tysiąclecia. 
Miłośnik gołębi nie działał w pośpiechu. Skrupulatnie budował gang oprychów gotowych na wszystko, a z ich pomocą systematycznie przejmował kontrolę nad „swoim” terenem, czyli w okolicach Skarżyska-Kamiennej. Działał w sposób wyjątkowo brutalny. Równocześnie...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: