Leggitima difesa

Felieton [Myśli nienowe]

We Włoszech rozgorzała po raz kolejny dyskusja na temat obrony koniecznej. Pod Bolonią, w niewielkiej mieścinie Bazzano, pan Stefano Natalini, od wielu lat opiekujący się pewną willą, został w nocy obudzony jakimiś dziwnymi odgłosami. Okazało się, że przez ogrodzenie wdzierają się złodzieje.  Jak pisze włoska prasa, cała ta okolica to zapomniana przez świat, zapadła dziura z różnymi uprawami, niewielkimi posiadłościami i obozowiskami, gdzie po nocach grasują złodziejskie bandy. Pan Natalini był przerażony. Wiedział, że wokół żywej duszy, a w wielkim domu był tylko on i jego żona. Widząc wchodzących do środka ludzi, zaczął strzelać. Część strzałów oddał w ciemność, część w stronę tych, którzy naszli jego domostwo. Następnego dnia rano, kilkadziesiąt metrów od posiadłości, znaleziono ciało młodego, dwudziestoparoletniego złodzieja, który zginął od postrzału. Oczywiście opinia publiczna podzieliła się na dwa obozy. W jednym jest konserwatywna prawica z Salvinim na czele
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze