Protest, którego nie ma. STRAJK WŁOSKI NAUCZYCIELI

Władze Związku Nauczycielstwa Polskiego próbują wprowadzać niezrozumiały zamęt w szkołach, co jakiś czas organizując różne akcje. Trudno zorientować się w żądaniach związkowców. Pan Sławomir Broniarz mówi o wyższych wynagrodzeniach nauczycieli, natomiast nie precyzuje swoich postulatów – mówi minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski w rozmowie z Janem Przemyłskim.

Stanął Pan ponownie na czele resortu edukacji narodowej. Jakie cele wyznacza Pan sobie na najbliższe miesiące?
W pierwszej kolejności będziemy zajmowali się nowelizacją dwóch rozporządzeń związanych z wynagrodzeniem nauczycieli. Od stycznia znacząco wzrasta wynagrodzenie minimalne, ale okazało się, że zasadnicza pensja pedagogów z mniejszym stażem pracy wynosiłaby mniej niż płaca minimalna. Dlatego uznaliśmy, że zamiast wspierać te osoby różnymi dodatkami wyrównawczymi, pensja zasadnicza powinna być co najmniej równa wynagrodzeniu minimalnemu lub od niego wyższa. Skutkiem tego działania będzie wzrost płac nauczycieli kilku kategorii o blisko 6 proc.
Drugie rozporządzenie, które procedujemy, dotyczy podziału subwencji oświatowej na rok 2020. Jeśli chodzi o szkolnictwo zawodowe, to kierunki, na które jest największe zapotrzebowanie na rynku, będą nieco lepiej dofinansowane. Są też tzw. zawody unikatowe, które zanikają, a ze względów kulturowych są potrzebne. Żeby je utrzymać, subwencja w tym przypadku musi być zwiększona. Podobnie jest ze szkołami w gminach słabszych finansowo, w których w klasie jest mniej niż osiemnastu uczniów. Te placówki ponoszą większe koszty i ich dofinansowanie także powinno być nieco wyższe.
 
Od ponad miesiąca część nauczycieli, która brała udział w przedwakacyjnym strajku, prowadzi w polskich szkołach tzw. protest włoski. Co to oznacza zarówno dla uczniów, jak i dla rodziców?
Po pierwsze, z informacji, które mamy, wynika, że strajku nie ma. Władze Związku Nauczycielstwa Polskiego...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: