Płomień, śmiech, reprywatyzacja

Wciąż mówimy o morderstwie Jolanty Brzeskiej, ale nikt nie siedzi w więzieniu. Obiecywano nam sprawiedliwość. Dziś widzimy wyroki Warszawskiego Sądu Administracyjnego. Tak ma wyglądać lepsza Polska?

Tę historię dobrze już znamy. Jolanta Brzeska, działaczka lokatorska z Nabielaka 9, w marcu 2011 roku zginęła w Lesie Kabackim. Najpierw wokół jej śmierci zapadła zmowa milczenia. Nie była bardzo ważną osobą, lecz zwykłą kobietą w prywatnej kamienicy. Prawie wszyscy odwrócili głowy. Ale jej przyjaciele nie dali o niej zapomnieć. Stała się wyrzutem sumienia. Wciąż jednak oficjalnie nie wiemy, kto spalił ją żywcem. To przerażające. Czy o taką Polskę, która nie jest w stanie ukarać morderców słabszych ludzi, walczyli ludzie pierwszej Solidarności?

Kopanie po nerach
23 października 2019 roku. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję komisji weryfikacyjnej w sprawie nieruchomości przy ul. Nabielaka 9, gdzie mieszkała Jolanta Brzeska. Jej córka, Magdalena, wychodzi w proteście z sali rozpraw, nie szczędząc gorzkich słów funkcjonariuszom Temidy na modłę III Rzeczypospolitej. Sędzia Dariusz Pirogowicz śmieje się, później czytamy wyjaśnienia, że rozbawiło go co innego. Każdy ma prawo zaśmiać się w złym momencie, nie każdy przeżyje to, że rozumie sprawiedliwość inaczej niż III RP.
Magdalena Brzeska komentuje: „Mam wrażenie, że chodzi tylko o to, żeby »kopnąć w nery« komisję reprywatyzacyjną i nic więcej, żeby udowodnić PiS-owi, że się myli. A tak naprawdę przecież tu nie chodzi o PiS, tylko o tych ludzi, którzy gdzieś za tymi decyzjami stoją. Za Nabielaka stoję ja, stoi moja mama, stoją ludzie, którzy mieszkali w tych mieszkaniach. To są konkretne nazwiska, konkretne osoby”.

Co z ustawą?
WSA idzie na rekord. Uchylił decyzje komisji weryfikacyjnej w sprawie nieruchomości położonych przy ulicach Mokotowskiej 40 i Skaryszewskiej 11 w stolicy. Dlaczego? Zaskarżyło...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: