Którędy ku lepszej Polsce?

Polski model państwa dobrobytu nie może opierać się tylko na transferach socjalnych. Wymaga przemyślenia, co w ogóle oznacza dobre państwo i czy ogranicza się jedynie do większej niż kiedykolwiek w dziejach III Rzeczpospolitej budżetowej hojności.

Powyborcza sytuacja stawia nowe wyzwania przed Zjednoczoną Prawicą. Czytelne są źródła nowych napięć: z jednej strony poszerzenie elektoratu i utrzymanie poparcia większości dotychczasowych wyborców są wskazywane jako zjawiska pozytywne. Z drugiej strony – powrót lewicy do parlamentu (tym razem w postkomunistyczno-tęczowym wydaniu), a także wyborczy sukces narodowo-ultraliberalnej Konfederacji utrudnia szybszy marsz ku ustrojowym przemianom, których wyraźnie oczekiwano w obozie Dobrej Zmiany.
 
Socjałowie czy liberałowie?
Zjednoczona Prawica, którą współtworzą Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska i Porozumienie, nie jest monolitem. Inne oczekiwania mają bardziej prospołeczni i etatystyczni politycy tej koalicji, inne – wolnorynkowi, nastawieni na realizację post-thatcherowskiej polityki gospodarczej. I tak część z nich chciałaby utrzymać obecny prospołeczny kurs, a część wyobraża sobie Zjednoczoną Prawicę bardziej jako Platformę Obywatelską sprzed lat, czyli umiarkowanie konserwatywną formację o mocno wolnorynkowym wychyleniu. To budzi spory, które docierają do opinii publicznej choćby w formie kontrowersji wokół zniesienia limitów trzydziestokrotności zusowskich składek – obecna sytuacja uprzywilejowuje zdecydowanie bogatszych przedsiębiorców i ogranicza wpływy do budżetu.
Powyborcza mapa polityczna dość wyraźnie wskazuje, że obóz rządzący potrzebuje nowego konsensusu – lepiej nie bujać tą łódką zbyt mocno na boki. Błędem byłoby jednak wycofanie się z dotychczasowej polityki społecznej – dała ona nie tylko wzrost dobrobytu niemałej liczbie polskich rodzin, ale też uwiarygodniła PiS w oczach milionów wyborców. Dlatego trzeba solidnie przemyśleć, co...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: