Maybach pięknej Eleny i spadająca frekwencja w ojczyźnie Timmermansa

Alzacka noc. Sznur samochodów, który tworzy chwilowy korek w okolicach Strasburga. Noc rozświetlona czerwonymi światłami pojazdów. Uśmiecham się. Jest bowiem jak u Stendhala: „Czerwone i czarne”. Za chwilę jeden europarlamentarny samochód zamienię na drugi i pojadę w kierunku pobliskiej Szwajcarii. Bo ta noc jest tylko za oknem.

Na zegarku jest już po siódmej rano. Kierunek – Basel, czyli Bazylea. Stąd samolotem do Monachium, a potem do Warszawy. Trochę skomplikowane, zwłaszcza że w stolicy Bawarii trzeba poczekać cztery godziny. Wszystko to przez brak połączeń bezpośrednich między Warszawą a Strasburgiem, gdzie mieści się nie tylko jedna z trzech siedzib
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: