Im dalej w las, tym więcej drzew

Wiem, że wielu z Państwa żyje właśnie tematem grzybów i sądząc po zdjęciach w internecie, połowa Polaków ruszyła na zbiory. Jednak nie będzie to tekst o grzybobraniu, lecz o kampanii największej partii opozycyjnej. Nie widziałem bowiem czegoś równie słabego jak tegoroczne wykwity partii Grzegorza Schetyny.

Niespójności i chaos widać na każdym kroku. Grzegorz Schetyna jednego dnia walczy z hejtem, który doprowadził do zabójstwa Pawła Adamowicza, a drugiego dnia stoi murem za „Sokiem z buraka” i Klaudią Jachirą. Każdego dnia pojawia się nieścisłość co do tego, czy KO jest za czy przeciw związkom partnerskim. Jakie jest zdanie na temat aborcji, Kościoła, programu 500+. Ta niepewność oczywiście mogłaby być atutem, ale musiałaby być ona inaczej opakowana. Lider KO mógłby przecież powiedzieć: gdy przejmiemy władzę, sprawdzimy, jaki jest realny stan państwa i zobaczymy, czy stać nas na programy społeczne. Tego jednak nie robi, wysyłając na przemian komunikaty przez swoich akolitów – jesteśmy za, a nawet przeciw. Do tego dochodzi problem bańki, w której żyją dziś politycy największej partii opozycyjnej. Tak bardzo uwierzyli we własną propagandę, że Obrona Terytorialna to wojsko Macierewicza, że IPN to instytucja PiS-owska, że CBA to siedlisko zła, iż ślepo deklarują, że wszystko zlikwidują. Tym samym napędzają wyborców PiS-owi. Bo który członek Obrony Terytorialnej (jest ich już ponad 20 tys.), zagłosuje na jakąkolwiek partię opozycyjną? Ten chaos to jednak efekt wieloletniej pracy opozycji, która całą debatę publiczną sprowadziła do poziomu dna i zamiast przekonywać ludzi, jeździć w teren, tylko wszystkich omamiła paplaniną o końcu demokracji. Dopóki politycy KO nie zrozumieją, że nie ma drogi na skróty, dopóty PiS może przegrać tylko z samym sobą.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: