Terror „gretynów”

Na wstępie muszę wyznać, że termin „gretyni” nie jest wynaleziony przeze mnie, lecz zapożyczony z włoskich, konserwatywnych mediów. Mianem „gretynów” prawicowi dziennikarze w Italii nazywają całą masę zwolenników Grety Thunberg, nastoletniej frontmenki politycznych wojen klimatycznych.

Fani 16-letniej Szwedki są wpatrzeni w nią jak w obraz, a gdy tylko dziewczynka zrobi coś, powie albo choćby popatrzy – vide rażenie piorunującym wzrokiem prezydenta Trumpa – wpadają w euforię. Jeśli zaś ktoś ośmieli się zauważyć, że Greta nie jest protagonistką, lecz ofiarą i narzędziem w rękach „klimatystów”, natychmiast zostaje strącony w czeluść piekielną salonowej pogardy i hejtu. Tymczasem dla każdego zdrowo myślącego gościa fakt, iż nastolatkę promuje się na gwiazdę światowej propagandy związanej z walką ze zmianami klimatu, jest skandaliczny. Temu dziecku robi się po prostu krzywdę.

Jakiś czas temu Greta, u której w wieku 13 lat zdiagnozowano syndrom Aspergera, zaczęła twierdzić, że ma „supermoce” i te właśnie „supermoce” pomogą jej w walce o zmianę świata na lepsze. Odpowiedział jej 26-letni Dawid ze Szwecji, którego także dotknął syndrom (a nie choroba) Aspergera i podkreślił, że właśnie tego typu dziwaczne enuncjacje stygmatyzują tych, którzy żyją z Aspergerem, lecz postrzegają to jedynie jako swego rodzaju własną specyfikę, sposób bycia, ale nie chorobę. Tym bardziej wstyd mi za tych, którzy wiedząc o tym, iż Greta żyje z Aspergerem, wykorzystali ją, by zrobić z niej sztandar walki o ekoświat. Czy to wszystko znaczy, że należy zająć skrajne w stosunku do masy „gretynów” stanowisko i w ogóle olać zmiany klimatyczne? Sądzę, że nie. Co więcej – to właśnie konserwatyści powinni dbać o powierzoną nam przez Boga Ziemię i wszystko, co na niej żyje. Tyle że nie w „gretyński” sposób, lecz rozsądny. Bóg poza Ziemią i Życiem dał nam także Rozum.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: