Eksplozja, kuzynki Hitchcocka i Mazurek Dąbrowskiego

Felieton [Widziane z Brukseli]

To była eksplozja. Spokojnie, nic złego. To była eksplozja z kategorii tych, w których nikt nie ginie, a bardzo wiele osób się cieszy. No, może nie wszyscy. Cieszyli się Polacy, a smucili Niemcy, co samo w sobie nie jest specjalnie smutne. Naszym zachodnim sąsiadom nie życzę źle, ale kiedy grają mecze międzypaństwowe z Biało-Czerwonymi, to, proszę wybaczyć, kciuków za nich nie trzymam. Zatem nastąpiła eksplozja. To eksplodowała łódzka hala sportowa Arena, czasem pieszczotliwie zwana Arenką. Było już chyba po 23-ciej, zakończył się mecz Polski i Niemiec w siatkówce kobiet. Poza halą była już ciepła, letnia noc. Polki po zażartym, heroicznym, epickim boju wygrały 3:2 z drużyną znad Renu i Łaby. Zdecydował piąty set, bo widać nasze dziewczyny są spokrewnione z Alfredem Hitchcockiem i lubią dozować napięcia aż do szczęśliwego finału. To był sportowy horror, w którym w rolach głównych i pozostałych wystąpiły same damy. Była tam pierwsza strzelba Rzeczpospolitej – Malwina
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze