Komar w moskitierze

Życiową edukację z biologii zakończyłem w szkole podstawowej, i to z nędzną trójczyną na cenzurze. Dziś, po upływie ponad trzech dekad, nie potrafię wyjaśnić, dlaczego nie chciałem zapoznać się dogłębnie ze światową florą, ale za to doskonale pamiętam, jak nieco później światowa fauna zapoznała się dogłębnie ze mną. Aby jednak całą sprawę przybliżyć Czytelnikom, musimy odbyć podróż w czasie i przestrzeni. Chcę teraz zaprosić Państwa do irackiej Karbali, gdzie wiosną roku 2004 wybuchło powstanie pod wodzą szyickiego duchownego Muktady as-Sadra.
 
Muktady as-Sadra w życiu na oczy nie widziałem. Założę się także o dużą wódkę, że on nie miał bladego pojęcia o moim istnieniu. Jednak przekorny los zechciał, że znalazłem się w świętym mieście mahometan w tym samym czasie, kiedy jego bojownicy postanowi zawładnąć metropolią, ja zaś otrzymałem od pryncypałów polecenie, aby – na czele dowodzonego pododdziału – za wszelką cenę im to uniemożliwić. Rozpoczęły się wielotygodniowe podchody – zasadzki i wyjścia z nich, działania pozorne, mylące i wiele innych taktycznych manewrów oraz forteli. Czas płynął, sytuacja się nie zmieniała na lepsze, sił powoli brakowało i w końcu zacząłem poruszać się niczym zaprogramowany robot, wykonując mechanicznie czynności.

Zwinny jak komar
Mechaniczną czynnością było także położenie się do snu. Uczyniłem to pewnego poranka po nocnym działaniu w terenie. Opuściłem gęstą moskitierę i zasnąłem snem sprawiedliwego. Wtedy przyszła kara za wcześniejsze bumelanctwo. Gdybym uważał na lekcjach, być może wiedziałbym o istnieniu jeszcze bardziej wrednych komarów niż te nasze, nadwiślańskie. Nie wiem, czy w nauce wyodrębniono i opisano odmianę „komara karbalskiego”, ale jeśli nie, to ogłaszam, iż charakteryzuje się ona nieco większą masą ciała niż ta spod Tatr, jest całkowicie bezgłośna, atakuje znienacka, jest żądna krwi i nienasycona. Gdy wstałem, cała moja twarz była opuchnięta. Rzuciłem okiem...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: