Pręgierz Kuchcińskiego

Stare amerykańskie przysłowie mówi: uczciwy polityk to ten, który weźmie łapówkę i się wywiąże ze zobowiązania. Oczywiście to wyostrzony sposób spoglądania na przedstawicieli politycznych establishmentów. Pasował jednak znakomicie do atmosfery panującej w okresie, gdy Polską rządziła koalicja PO-PSL.

Gdy w 2015 roku do władzy przyszedł PiS, stało się jasne, że od przedstawicieli tego ugrupowania wyborcy oczekują znacznie więcej niż od ich poprzedników. Sprawa „lotów marszałka Marka Kuchcińskiego” postawiła przed nami kilka pytań: ile wolno władzy? Czy zawsze to, co jest prawnie dopuszczalne, w istocie jest dozwolone? I czy politycy nowej władzy mogą wchodzić w buty tych, których utożsamialiśmy z najmniej moralną formą sprawowania rządów?
Marek Kuchciński nie złamał prawa, nie znaczy to jednak, że – korzystając z przywilejów, jakie dawała mu pozycja marszałka Sejmu – nie zawiódł naszych oczekiwań. Politykom Dobrej Zmiany po prostu o wiele mniej wolno niż poprzednikom. PiS uzyskał rządy właśnie dlatego, że Polacy mieli już dość szarej strefy władzy, balansowania polityków na granicy prawa, prywaty, która często przeradzała się w działania korupcyjne, na których ewidentnie cierpiał interes publiczny. Od początku politycznej zmiany wiadomo było, że politykom PiS będzie wolno o wiele mniej. Po pierwsze, znaleźli się pod szkłem powiększającym nieprzychylnych im – w większości – mediów; po drugie, mieli przeciwko sobie ludzi z dawnych służb specjalnych, którzy skorzy byli do zastawiania na nich pułapek i wciągania ich w rozmaite prowokacje; po trzecie, wybierając ich, obarczyliśmy nową ekipę odpowiedzialnością za odnowę moralną polskiego życia publicznego, które po „aferze podsłuchowej” było w stanie daleko posuniętego rozkładu.

Czy marszałek złamał prawo?
Histerycznie rozdęta przez opozycyjne media sprawa lotów marszałka Kuchcińskiego stała się okazją do przemyśleń na temat tego, czy w mijającym właśnie...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: