Gdy policja ściga gorzej od sąsiadki

Dodano: 26/06/2012

Dwie tragedie, dwie porażki Śledztwo, które miało przede wszystkim pomóc w ustaleniu, kim jest dziecko, było jednym z największych w historii śląskiej policji. Przesłuchano tysiące świadków, działano na terenie całej Polski, o pomoc proszono nawet służby w innych krajach, a i tak bardzo długo nie przyniosło oczekiwanego efektu. Tymczasem jej wyjaśnienie znajdowało się w pobliskim Będzinie. Bardziej spostrzegawczy od policjantów okazali się mieszkańcy tego miasteczka w Zagłębiu Dąbrowskim. W tej sytuacji nie sposób nie przypomnieć sobie tragedii półrocznej Madzi z Sosnowca. Oba miasta dzieli bowiem niespełna 5 km. To zbieg okoliczności. Nie może być jednak przypadku, że w obu sprawach policja sobie nie poradziła. Nie zmienią tej opinii najbardziej żarliwe zaprzeczenia podinspektora Andrzeja Gąski, rzecznika Komendy Wojewódzkiej w Katowicach. „Nad rozwikłaniem okoliczności śmierci dziecka [Szymona – przyp. red.] pracowało kilka tysięcy policjantów, nie tylko z naszego
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze