PSL niech szykuje się na zimę

Czas żniw dla PSL się kończy. Nie zamierzam płakać po ludowcach, bo przez dziesięciolecia psuli oni polską demokrację. Poobrastali w samorządy jak huba, tworząc w nich układy i układziki. Brutalnie zwalczali swoją konkurencję, wymuszali lojalność i łamali kręgosłupy – w ten sposób rządzili, a przeważnie dzielili w samorządach.

Partia, którą spajały strach i wzajemne haki, musi odejść do lamusa z kilku powodów. Przede wszystkim nie ma już wystarczająco dużo atutów, aby wymuszać lojalność. Fuchy oferowane przez ludowców nie są już warte wchodzenia w układziki w czasie, gdy rynek w naszym kraju zmienia się z rynku pracodawcy na rynek pracownika. Zresztą ludowcy zostali odcięci od możliwości rozdawania synekur w agencjach rządowych i spółkach skarbu państwa. To ogromne ciosy. Na to nakłada się całkowity brak wiary w sukces. Do Koalicji Polskiej pod egidą Władysława Kosiniaka-Kamysza w zasadzie nikt się nie przyłączył. Bo i po co? Partia wszakże nie zaproponuje jedynek nowym, ale co najwyżej zrobi z nich jeleni, którzy będą finansowo wspierali liderów. Jeszcze cztery lata temu np. numer ósmy na liście PSL mógł liczyć na to, że zainwestowane pieniądze odrobi w spółce czy spółeczce. Dziś trudno to jednak zakładać. Dla PSL idzie zima, która paradoksalnie może posłużyć do odbudowania ruchu ludowego w Polsce. Proces oczyszczenia potrwa, ale kto wie, może zielone sztandary odzyskają właśnie ci, którzy będą chcieli zdefiniować problemy Polski lokalnej, reprezentować małych rolników i ludzi ze wsi. Dzisiaj Polskie Stronnictwo Ludowe jest dla wszystkich, ale to oznacza, że również dla nikogo. Programowe skakanie od lewa do prawa pokazuje jedynie słabość liderów i nie dało żadnego efektu. Zima niechybnie dla PSL nadchodzi.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: