Gdzie spotykają się motyle. Na styku trzech państw

Pan Kleks jest jednym z najbardziej znanych ekscentryków polskiej literatury dla dzieci. Ten profesor słynął nie tylko z niekonwencjonalnego podejścia do nauczania, lecz także z jedzenia motyli. Te barwne owady łapał w siatkę przypominającą czerpak na ryby, skacząc i latając na przemian. Tym samym ugruntował wizerunek entomologa w naszym kraju. Tymczasem łapanie motyli może być ekscytujące, niebezpieczne i fascynujące jednocześnie.

Jeszcze nigdy nie byłem tak blisko Azji – pomyślałem, jadąc wzdłuż rosyjskiej granicy w łotewskim regionie Łatgalia. Ta historyczna kraina, słynąca z dzikiej przyrody i jezior, stała się celem jednego z moich wakacyjnych wyjazdów. Poruszaliśmy się w kierunku jednego z najdzikszych rejonów, na stałe zamkniętego dla ruchu turystycznego – lasu, w którym należy mieć paszport w kieszeni, a żeby do niego wejść, trzeba się poruszać z przewodnikiem.

Góra pogan
Nasi przewodnicy przez cały dzień byli bardzo tajemniczy. Nie chcieli powiedzieć, na czym ma polegać nocne polowanie na motyle i dlaczego jest tak ważne, abyśmy mieli przy sobie dowody tożsamości. Wszystko zaczęło powoli stawać się jasne w miarę dość długiej podróży samochodem.
– Widzicie ten fragment lasu, który wydaje się bardziej niebieski? To już Rosja – powiedziała Laura, która prowadziła samochód.
Jakież było moje zdziwienie, gdy za kilkanaście minut skręciliśmy z głównej drogi (szutrowej, ciągnęła się co najmniej kilkanaście kilometrów) prosto w las i jeszcze bardziej w kierunku granicy. Naszym celem był stok góry Grebļa, ponoć jedno z najlepszych miejsc do obserwowania motyli w całej Europie, a na pewno na Łotwie.
Ten rezerwat botaniczny jest dowodem na to, że lodowiec kształtujący teren wokół miał poczucie humoru. Niewielkie wzniesienie kończące się między jeziorami Šešku i Pintu ciągnie się przez ponad pięć kilometrów, ma też niewielką wysokość, do 150 metrów, bardzo strome stoki, a na szczycie...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: