Wakacje z „opozycją”

Politycy rzadko mówią językiem, który byłby wspólny z całą resztą społeczności. Różne są tego przyczyny, ale to, co podczas wakacji wyprawia ekipa „wyjazdu w teren” pod przewodnictwem pana Bartosza Arłukowicza, budzi osłupienie.

Skąd bierze się tak zaskakujący brak empatii i pogarda wobec większości naszego społeczeństwa, która emanuje od politycznych celebrytów „poruszających się w terenie prowincjonalnym”? Nie wdając się w psychologiczne analizy, można orzec jedno: takie zjawisko charakteryzuje właśnie celebrytów. Oni nie tylko że nie mają pojęcia o realiach normalnego życia, ale na dodatek nie chcą się tego nauczyć. Są sztucznym tworem, który nie czerpie soków z tego, czym żyją zwykli obywatele.
Na początek zatem słowo wyjaśnienia: różnica pomiędzy celebrytą, a człowiekiem znanym i szanowanym jest taka, że ten pierwszy jest znany jedynie z tego, że… jest znany. Musi działać głośno i nawet gdy jego posunięcia nie budzą szacunku, a co więcej – doprowadzają do obrzydzenia, to jest wygrany. Byle było o nim głośno. Człek stateczny natomiast nie zabiega o tanią popularność, a jeżeli los sprawia, że ludzie go rozpoznają, to dzieje się tak jedynie dlatego, że dokonał rzeczy wartościowych i jest osobą, od której inni chcieliby się czegoś nauczyć.
Wakacyjna akcja wyborcza Platformy obywatelskiej i jej przyległości wprawiła w osłupienie nawet najtwardszych dewotów tej formacji i od stateczności jest jak najbardziej daleka.

Dwie koalicje to… więcej niż jedna
Prawdziwym majstersztykiem wśród totalnie opozycyjnych ugrupowań jest decyzja PSL, której przewodniczący Władysław Kosiniak-Kamysz oznajmił, że jego partia – tuż przed wyborami – wybiera inny kierunek działania niż lider PO Grzegorz Schetyna i będzie budowała „koalicję centrową”, gdyż PO „stała się zbyt mocno lewicowa”. Okazuje się więc, że teraz PSL będzie na prawo od PO, choć dotychczas – po koalicjach PSL z SLD – wydawało się, że jest...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: