Dziecięca choroba (euro)lewicowości…

Felieton [Widziane z Brukseli]

Parlament w Brukseli i Strasburgu poza tym, że ma kadencję dłuższą o rok niż zdecydowana większość parlamentów narodowych (pięć i cztery lata), to dodatkowo odróżnia się większą labilnością, gdy chodzi o skład posłów. Normalnie połowa europosłów to „pierwszacy”, ci, którzy wybrani zostali pierwszy raz (a bywa, że i ostatni...) do PE. Parlamenty w krajach członkowskich UE – od francuskiego Zgromadzenia Narodowego przez niemiecki Bundestag, polski Sejm, litewski Sejmas i na szwedzkim Riksdagu kończąc – zwykle mają mniejsze fluktuacje personalne. Oczywiście zdarzają się wyjątki, gdy antyestablishmentowa zmiana solidnie wymiata dotychczasowych wybrańców ludu. Takie „rewolucje” miały miejsce ostatnio we Francji i we Włoszech. Tyle że nad Sekwaną bunt przeciwko duopolowi dwóch głównych partii: socjalistycznej lewicy i równie establishmentowej centro-prawicy, miał charakter wyraźnie lewoskrętny, a w Italii prawoskrętny, antyimigracyjny i eurosceptyczny – czyli w wymiarze
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze