Wielorybnicy wracają do łask. Harpuny pójdą w ruch

Dwie daty znacząco wpłynęły na życie wielorybów w oceanach na całym świecie. Pierwsza to 1864 rok, gdy Svend Foyn opatentował działko harpunniczne, które w znaczny sposób przyczyniało się do skuteczności polowań. Druga to 1986 rok, gdy wprowadzono ogólnoświatowe memorandum na zabijanie największych ssaków na ziemi. Czy 1 lipca 2019 roku, gdy Japonia wznowiła połowy, będzie kolejnym przełomem?

Bez wątpienia wielorybnictwo ma wielowiekową tradycję. Początkowo oczywiście wiązało się z dobijaniem tych ogromnych ssaków, które wpłynęły na mieliznę i utknęły. Z czasem jednak człowiek-łowca ruszył na wodę i okazało się, że znacznie udoskonalił metody polowań. Po raz pierwszy niemającym do tej pory żadnych naturalnych wrogów olbrzymom zagroził bezwzględny przeciwnik.

Baskowie pogromcy
Mimo że polowaniami na wieloryby zajmowali się Wikingowie i Indianie z Ameryki Północnej, to jednak pierwszymi wielkimi łowcami stali się Baskowie. Od XII wieku przez 500 lat to ten iberyjski naród słynął z masakrowania wielkich ssaków. Oczywiście ich wyniki łowieckie nie zrobiłyby dziś na nikim wrażenia, ale w średniowieczu nawet zabicie jednego wieloryba rocznie było imponującym wynikiem. Naukowcy szacują, że baskijskiej wiosce wielorybniczej udawało się zabić średnio jednego wielkiego morskiego ssaka na 2,5 roku. Należy jednak dodać, że Baskowie francuscy i hiszpańscy mieli w sumie 49 osad trudniących się tym fachem. To również ci łowcy pokazali swą bezwzględność. Mieli oni bowiem zwyczaj, że jeśli udało im się ustrzelić cielę (młode), to właśnie nim nęcili matkę, która gotowa była do końca bronić swojego dziecka. Oczywiście do polowań używano harpunów, wbite w ciało sprawiały, że te zwierzęta stopniowo się wykrwawiały, ciągnąc za sobą łódź. To wykrwawianie się było o tyle łatwe, że rany wieloryba, zwłaszcza te naruszające układ krwionośny, rzadko się zabliźniają. Wracając jednak do historii, w średniowieczu polowania na...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: