Aborcja obowiązkiem, nie prawem

Felieton [Walka o dusze]

Otwarcie furtki na zachowania niemoralne czy wprost złe zawsze prowadzi do eskalacji zła, do przekraczania kolejnych barier. Tak w wielkim skrócie podsumować można argument z „równi pochyłej”. I choć mam świadomość, że jest on intelektualnie dość słaby, to niestety w praktyce życia – o czym pisałem wielokrotnie – jest to jeden z najlepiej potwierdzonych argumentów w debacie bioetycznej. Niedawny wyrok w Wielkiej Brytanii, gdzie sąd nakazał przeprowadzenie aborcji u niepełnosprawnej umysłowo kobiety, która chciała mieć dziecko, której matka chciała, by dziecko się urodziło, i której opiekunka socjalna sugerowała, że dziecko powinno się narodzić – jest tego znakomitym potwierdzeniem. Tam, gdzie aborcja staje się najwyższym prawem, przysługującym każdej kobiecie, która wyrazi takie życzenie, prędzej czy później stanie się ona także… obowiązkiem. A stanie się to tym szybciej, im bardziej „eugeniczne”, ale i patriarchalne jest dane społeczeństwo. I niestety, nie jest to
     
58%
pozostało do przeczytania: 42%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze