Odzyskaliśmy głos

Polska, odkąd wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość, miała w polityce zagranicznej uzyskać podmiotowość, odzyskać własny głos. Z klienta stać się na arenie międzynarodowej partnerem.  Ostatnie tygodnie pokazują, że ta zmiana przynosi efekty, stajemy się istotnym graczem w regionie – i jest to widoczne gołym okiem nawet dla laika.

Ogromny sukces rządu i prezydenta w Stanach Zjednoczonych i ciekawa rozgrywka na ostatnim szczycie UE dowodzą, że kierunek samodzielnego definiowania polityki, konsekwencja w jej prowadzeniu i akcentowana podmiotowość państwa przynoszą efekty. Być może skutkiem wzmocnienia relacji Polski z USA w kwestii bezpieczeństwa jest pewna korekta działań kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która zapowiedziała właśnie, że Niemcy zwiększą jednak wydatki na zbrojenia – wprawdzie jeszcze nie do poziomu oczekiwanego w NATO, ale zmiana stanowiska jest znacząca. Polska bowiem może stać się obok Wielkiej Brytanii, a zamiast Niemiec, najważniejszym partnerem Stanów Zjednoczonych w Europie. Podobne efekty przynoszą zmiana sposobu uprawiania polityki á la Sikorski i Tusk, czyli z pozycji lokaja u klamki w Berlinie na podmiotową, i konsekwentne budowanie sojuszu w regionie, który dałby siłę blokowania narzucanych decyzji przez Berlin i Paryż. Przede wszystkim udało się skutecznie zablokować bardzo niekorzystne dla Polski pomysły zaostrzenia polityki klimatycznej. To sprzeciwienie się największym państwom Unii, ale nie była to akcja samotna. Wraz z Polską identyczne stanowisko zajęły trzy inne kraje Unii, argumentując, że najpierw trzeba ustalić, jak ma wyglądać rozłożenie ciężarów nowych zapisów na poszczególne kraje, i przyjrzeć się, czy jest to sprawiedliwe. Polski premier był liderem grupy państw, które wprowadziły do stanowiska szczytu zapisy, że transformacja energetyczna musi uwzględniać konkurencyjność, być sprawiedliwa społecznie i brać pod uwagę sytuację poszczególnych krajów. Wprowadzenie ostrzejszych wymagań polityki...
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: