Obrońca pedofilii

Jeśli można o kimś w Polsce powiedzieć, że jest zasłużony dla obrony przestępców seksualnych w sutannach, to jest to Marek Lisiński. Jego odpowiedzialność za to jest być może nawet większa niż wielu hierarchów, bowiem to on skutecznie skompromitował kwestie obrony pokrzywdzonych. Wiem, że to mocne słowa, ale jeśli główny obrońca poszkodowanych, przedstawiający się jako ofiara molestowania, okazuje się – a wszystko na to wskazuje – zwyczajnym kłamcą, to nie ma co ukrywać, że sprawa ochrony dzieci zostaje przynajmniej osłabiona.

Od dawna wiadomo, że walczącym z pedofilią w Kościele często wcale nie chodzi o obronę małoletnich, lecz o uderzenie w Kościół. Ale teraz pewne jest, że przynajmniej jednemu z nich nie chodziło nawet o tę kwestię, lecz po prostu o pieniądze, że wymyślił on sobie molestowanie w dzieciństwie i zrobił z tego sposób na życie. A Kościół? Niestety wiele wskazuje na to, że w tej sprawie zawiódł, tyle że nie ofiary, lecz pomówionego o przestępstwo seksualne księdza, który został skazany kanonicznie. Warto mieć jednak świadomość, że są i plusy całej tej sytuacji. Jakie? Odpowiedź jest prosta: otóż sprawa ta jasno uświadamia, iż ofiarami skandali seksualnych mogą być nie tylko skrzywdzone dzieci (choć one są nimi niewątpliwie), lecz także niesłusznie oskarżeni kapłani. Ich też trzeba chronić, oni również mają prawo do sprawiedliwych dochodzeń, ich także nie wolno z góry skazywać. Prawda, a nie ucieczka do przodu może nas wyzwolić. Prawda może także wyzwolić, i o tym też trzeba pamiętać, tych walczących z pedofilią wewnątrz Kościoła. Prawda o tym, że nie każdy z nich ma szlachetne intencje i że oni także muszą się oczyścić ze współpracy z ludźmi, którzy nie są godni zaufania.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: