NA KŁOPOTY SAMOBÓJSTWO

Nie, nie było, bo świat dzisiejszy jest miejscem sukcesu, któremu towarzyszy wzmożona konsumpcja. Czy ludzie postradali rozum i rzucili się bezmyślnie na dobra materialne, nie mając do tego żadnych finansowych podstaw? Owszem, bo pięć lat temu III RP obiecała Polakom dobrobyt i szczęście na kredyt. I wielu ludzi uwierzyło, że tak będzie zawsze. A kryzys? Owszem, zaczął się w 2008 r., ale przecież nas nie dotyczył. Byliśmy i ponoć nadal jesteśmy wyjątkiem, krajem sukcesu. A sukces kraju liczy się poziomem sukcesu obywateli. Tyle tylko że faktycznego, realnego, a nie na raty, których nie ma z czego spłacić. Jakoś to będzie – myślał sobie i jeszcze myśli pan domu, zapuszczając silnik nowego auta na kredyt, jego dziecko zaś w to wierzy i domaga się tabletu albo nowego iPhona. A małżonka biegnie do salonu kosmetycznego, żeby zafundować sobie operację odmładzającą za kilka tysięcy.

Tak żyje i tak żyć powinien człowiek sukcesu. I co ma teraz zrobić? Stracił pracę albo zbankrutowała jego firma. Człowiek sukcesu zamienił się w człowieka klęski. Trzeba by sprzedać dom, żeby go nie zajęły banki, wynająć skromne mieszkanie i zaczynać życie swoje i najbliższych od nowa. I z głową.

To nie ludzie biedni odbierają sobie życie z powodu braku pieniędzy – oni nie osiągnęli sukcesu i wcale do niego nie dążą. Starają się przetrwać ciężki czas, jakoś sobie radzą. To człowiek sukcesu nie może sobie pozwolić na taki wstyd, na życie w niedostatku. Na stratę przyjaciół i kontaktów. Lepiej strzelić sobie w łeb i po kłopocie.

Są różne powody samobójstwa – z niespełnionej miłości, ze strachu przed wymiarem sprawiedliwości, z rozpaczy wywołanej prześladowaniami, z tęsknoty za zmarłą bliską osobą. Jest to krok ostateczny, za który samobójca będzie odpowiadał na tamtym świecie. Warto o tym pamiętać, a także o tym, że śmierć nie jest końcem życia. A kiedy umrzemy tu, na Ziemi, wie tylko Stwórca, nie człowiek, nawet najmądrzejszy.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: