Wojna o zasoby świata

Hiperkonsumpcyjny świat łatwo gra pozorami. „Przecież to tylko gadżet, smartfon, komunikacja i rozrywka” – usłyszałem jakiś czas temu urywek rozmowy kilku trzydziestolatków w Warsie ekspresu gnającego z Warszawy do Gdyni. Tak, chodziło o Huawei. Ubrani w ciuchy i dodatki za minimum trzy średnie krajowe mężczyźni pracowali w korpo i chyba jechali na integrację.

W manierze dobrze znających świat młodych, wykształconych, z wielkiego miasta pokpiwali z kumpla, który próbował im wyjaśniać coś z konfliktu między USA i Chinami. Nawet się zdziwiłem, że dobrze zarabiającym facetom „trzaskającym taski” w Mordorze na Domaniewskiej ktoś musi wyjaśniać takie rzeczy. „Bartosiaka, psiakość, nie czytali” – zdziwiłem się w myślach. Ale najwyraźniej nawet ludzie ze smartwatchami na ręku wciąż wierzą, że globalny rynek nowych technologii to po prostu dużo fajnych e-gadżetów do kupienia na Amazonie.

Globalne przetasowanie
Przyzwyczailiśmy się myśleć, że świat po upadku Związku Radzieckiego to supremacja Stanów Zjednoczonych. Później długo, długo nic, następnie kilka starych europejskich demokracji, może państwa arabskie stojące ropą, wreszcie Chiny i osłabiona Rosja. To był dla Europejczyków bezpieczny świat (jeśli nie było się z Jugosławii), który umeblowano myślami o końcu historii. Ale wreszcie i do nas zaczęły docierać sygnały, że coś się zmienia. I że to położona w pobliżu Singapuru cieśnina Malakka, łącząca Morze Andamańskie z Morzem Południowochińskim, jest o wiele ważniejsza na mapie globu niż rubieże wschodniej Europy.
To tamtędy płyną potężne ilości towarów, które karmią gospodarkę Chin. Okazało się, że Państwo Środka, wyrwane z sideł komunizmu, nie chce już być potęgą drugiej kategorii. Chce zmierzyć się ze Stanami Zjednoczonymi w walce o prymat nad globem, którego zasoby wciąż się kurczą, więc tym gwałtowniej dążą do kontroli nad nimi ci, którzy dużo znaczą.
Państwo Środka nie jest już tylko jednym...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: