Przy głównym stole jako… kelner

O wyborach europejskich ani mru-mru. Cicho sza. Nie dlatego, że poszły źle, bo z mojego punktu widzenia nie poszły źle, ale dlatego, że oddaję ten tekst tak ze 40 godzin przed wyborami. Będę więc pisał o czymś innym. A może tylko… pozornie innym.

Uwielbiam słuchać, jak politycy Koalicji Europejskiej powtarzają niczym mantrę, jak to bardzo chcą, by Polska była w UE przy głównym stole. Rzecz w tym, że śledząc ich polityczną działalność, mam nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, iż owszem, chcą Rzeczpospolitą widzieć przy głównym stole, ale jako… kelnera. Owszem, przy głównym stole, w lekko uniżonej postawie, z białą serwetką na dłoni i pilnie baczącym, żeby
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: