Przy głównym stole jako… kelner

Dodano: 28/05/2019

Felieton [Widziane z Brukseli]

O wyborach europejskich ani mru-mru. Cicho sza. Nie dlatego, że poszły źle, bo z mojego punktu widzenia nie poszły źle, ale dlatego, że oddaję ten tekst tak ze 40 godzin przed wyborami. Będę więc pisał o czymś innym. A może tylko… pozornie innym. Uwielbiam słuchać, jak politycy Koalicji Europejskiej powtarzają niczym mantrę, jak to bardzo chcą, by Polska była w UE przy głównym stole. Rzecz w tym, że śledząc ich polityczną działalność, mam nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, iż owszem, chcą Rzeczpospolitą widzieć przy głównym stole, ale jako… kelnera. Owszem, przy głównym stole, w lekko uniżonej postawie, z białą serwetką na dłoni i pilnie baczącym, żeby uczestnikom kolacji nie zabrakło jadła ani popitku. Ale też w myślach przeliczającym potencjalne napiwki. Otrzymywane zresztą zgodnie z prostym mechanizmem: im bardziej się pan kelner kłania i zgaduje myśli klientów, tym pewniejsze, że będzie suto wynagrodzony. A poza tym: co z pańskiego stołu skapnie – to jego
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze