13 czerwca 2012


Opisana wyżej szopka pokazuje, jak sprawna jest polityka Moskwy. Zamordować przeciwnika? Żaden problem. Upokarzać wroga na bezczelnego, by osłabić jego wolę oporu, pozostawiając porzucone ludzkie szczątki i wrak w Smoleńsku? Bez zmrużenia oka. Ale jak pisał Lenin, bolszewicy potrafią „wycofywać się w największym porządku”. By zyskać na czasie, uśpić wroga i uderzyć ze zdwojoną siłą w odpowiedniejszym momencie. W chwili, gdy w Warszawie są dziennikarze z całego świata, żadna awantura o Smoleńsk nie była Rosji potrzebna. Bo groziła mimowolnym umiędzynarodowieniem sprawy. Reporterzy owi pierwszy raz usłyszeliby, że z tym śledztwem smoleńskim jest coś nie tak. Skoro nie udało się zastraszyć organizatorów miesięcznicy, to należy się do nich niemal przyłączyć – skumali putinowcy. Niech Polaczki podziwiają naszą wspaniałomyślność. Poznają ją jeszcze, poznają. Ale jak wyjadą żurnalisty.


W czasie, gdy cała Polska na czele z panią z sedesem na głowie fascynuje się narodowym świętem, my, wyznawcy szlachetnej idei FUCK EURO, emocjonujemy się czym innym. Kibole z Warszawy żyli odsłonięciem pomnika Kazimierza Deyny. Na uroczystość z tej okazji przybyła Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca Rady Warszawy, ubrana w strój z łatami na łokciach. Nie tylko przybyła, ale jeszcze postanowiła zabrać głos. Skończyło się na tym, że udało się jej wygłosić niecałe jedno zdanie przemówienia, gdyż fundatorzy pomnika, czyli kibice Legii, przerwali jej chóralnym śpiewem „Donald, matole”. Na swojej stronie internetowej Grupińska cytuje Abrahama Lincolna: „To piękne, gdy człowiek jest dumny ze swego miasta. Lecz jeszcze piękniej, gdy miasto może być z niego dumne”. Wychodzi na to, że Grupińska jest tylko piękna.


Nie mam dobrego zdania o Polskich eurodeputowanych. Odwrotnie. Przeważnie do Parlamentu Europejskiego wysyłani są – nie tylko u nas – aferzyści, by rodacy zapomnieli o ich przekrętach. Fatalnie zbijanie brukselskich fortun działa na...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: