Ofensywa czy walkower

W niedzielę Polacy zdecydują, jaka drużyna będzie ich reprezentować w polityce międzynarodowej. Do wyboru jest kilka opcji i w zasadzie pełne spektrum taktyczne. Używając metafory piłkarskiej, możemy postawić na skrajną lewicę, która nie chce podejmować rywalizacji i po prostu z założenia bierze walkowera.

Jeśli nie chcemy wybierać białej flagi, możemy głosować na Koalicję Europejską, która boi się atakować, więc co najwyżej w PE jest w stanie grać na remis. To zrozumiałe, bo przecież jeżeli nie myśli się o ataku, to trudno zakładać zwycięstwo. Alternatywą jest prawica, bardziej ofensywna i skora do walki. PiS, który wychodzi na mecz z jednym napastnikiem i liczy na prowadzenie wyrównanego spotkania, ale raczej dba o to, by zabezpieczać tyły i równoważyć ofensywę z defensywą. Mamy też Kukiz’15, który taktyki nie ma żadnej, a co do zawodników, to w zasadzie nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać. W końcu jest także Konfederacja, wystawiająca 9 napastników i licząca na to, że w starciu z poukładaną drużyną mimo wszystko jest w stanie wyjść z twarzą. Możemy wybrać w zależności od tego, jakiej politycznej taktyki jesteśmy fanami. Warto jednak skupić się na tym, aby nasza decyzja była jak najbardziej racjonalna, podjęta bez histerii i budowy fałszywego poczucia zagrożenia polexitem oraz upadkiem Polski pod falą domniemanych żydowskich roszczeń. Trzeba się zastanowić, czego się oczekuje, by potem nie wstydzić się, gdy okaże się, że wybrany przez nas kandydat to wariat albo narodowiec, który kończy u boku Grzegorza Schetyny. Zawsze lepiej uczyć się na błędach, niż je powtarzać.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: