W którą stronę?

Kilka migawek z ostatnich dni. Grzegorz Schetyna straszący członków komisji śledczej do spraw wyłudzeń podatku VAT. Kodziarska barbaria wspinająca się na pomnik smoleński, profanacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, radykałowie szukający okna na wschód, które ma pozwolić im dochrapać się do władzy, brutalne ataki na kluby „Gazety Polskiej”, wreszcie Leszek Jażdżewski, bulterier Tuska, obsobaczający ku uciesze swojego patrona wszystko, co dla Polaków najświętsze.

To tylko garść scenek z ostatniego tygodnia. Układają się one jednak w dość nieprzyjemne widmo tego, co może nas spotkać, gdyby – nie daj Bóg – ferajna szukająca swojego szczęścia w nadchodzących wyborach jakimś cudem zdołała osiągnąć coś więcej niż dają im sondaże. Póki co nic na to nie wskazuje, co nie znaczy, że trend nie może się odwrócić.  „Chciałem powiedzieć, że warto, że to są wybory bardzo wielkiej stawki. To jest początek takiego cyklu wyborczego, europejskie, parlamentarne, prezydenckie. Wszystko mniej więcej w ciągu roku. W ciągu roku będziemy decydować o losie naszej ojczyzny, o losie Polski, o losie Polaków. Będziemy decydować o tym, w którą stronę pójdziemy i czy obronimy się przed pewnymi bardzo poważnymi zagrożeniami” – powiedział w ubiegłym tygodniu Jarosław Kaczyński. Zapewne już Państwo to słyszeli, ale trzeba to nieustannie powtarzać. Za pół roku obudzimy się w innej rzeczywistości i to od nas samych zależy, jaka ona będzie. Nie mam zamiaru kreślić czarnego scenariusza. I tak to, co wyprawiają opisani na wstępie, jest wystarczająco dołujące i powinno nam wystarczyć za przestrogę.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: