Uciekać przed drożyzną. Patologie śmieciowego rynku

To były jedne z pierwszych decyzji, które samorządowcy podjęli po wyborach. Podwyżki cen śmieci zaszokowały Polaków – nagle za odpady płacimy często dwa razy więcej niż dotychczas. To najprawdopodobniej nie koniec podwyżek, bo jeżeli do 2020 roku nie zwiększymy poziomu recyklingu do 50 proc., to grożą nam unijne kary.

Polityka śmieciowa to oczko w głowie europejskich technokratów. Od lat uwielbiają oni powtarzać o ideale, którym ma być gospodarka obiegu zamkniętego dążącą do stworzenia takich procesów, aby minimalizować użycie surowców. Już dzisiaj w części gałęzi przemysłowych to się udaje. Przykładem może być chociażby cyna. Jej odzyskiwanie jest dzisiaj tak wdrożone, że wiele firm kopiących ten surowiec w USA zostało zamkniętych. Unijni urzędnicy wychodzą z założenia, że możemy tego dokonać w szerszej skali. Kluczowym pojęciem w ich układance jest recykling odpadów. W założeniu do roku 2030 wszystkie opakowania z tworzyw sztucznych powinny podlegać recyklingowi. Oczywiście wymaga się od państw również stworzenia systemów recyklingu i odpowiedniego jego poziomu. W 2020 roku minimum 50 proc. surowców ze śmieci ma być odzyskiwanych.

Polska pnie się w górę
Już dzisiaj większość ekspertów podnosi larum i twierdzi, że nie spełnimy tego wymogu. Jednak patrząc w statystyki, teoretycznie niewiele brakuje, a jeżeli spojrzymy historycznie, to rzeczywiście dość szybko nadrabiamy zaległości. W 2004 roku wskaźnik recyklingu wynosił u nas niespełna 5 proc. Dzisiaj szacunki mówią o 33,8 proc. Ale to wciąż za mało. Od kilku lat rządy PO i PiS-u starają się wymusić na gminach, aby szybciej dokonywały zmian i wprowadzały segregację śmieci. Zmieniono ustawę o gospodarce odpadami, a także podniesiono opłaty za składowanie śmieci. Wprowadzono również na terenie całego kraju standardy segregacji na pięć frakcji. Działania Ministerstwa Środowiska doprowadziły do tego, że odblokowane zostały środki z UE na gospodarkę...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: